O nas

W dużym skrócie, jesteśmy młodym małżeństwem, które ledwo nadąża za własnymi pomysłami. Jednym z nich jest właśnie ten blog. Ja nazywam się Joanna Kołodziejczyk i odpowiadam za część merytoryczną tego przedsięwzięcia. Mateusz Głazowski, mój szanowny małżonek, polskim posługuje się biegle, tylko w mowie i czytaniu. W piśmie już niekoniecznie. Dlatego jemu przypadła w udziale działka techniczna. Pod tym względem uzupełniamy się rewelacyjnie, bo ja z kolei, jestem upośledzona informatycznie. Reasumując, wygląda to mniej więcej tak: ja coś wymyślę, a biedny Mateusz musi te moje fantazje realizować :P. Wierzcie mi, nie ma chłopak łatwo. Wszelkie błędy ortograficzne biorę na siebie, ale rozjeżdżające się obrazki i wszelką szeroko pojętą szatę graficzną zrzuciłam na niego. Co nie zmienia faktu, że ma być tak jak ja chcę. 😛

Jak byłam dzieckiem rodzice zawsze powtarzali mi Inteligentni ludzie się nie nudzą, Nie sądzili na pewno, że będzie to miało takie konsekwencje. Ja zawsze uważałam się za osobę inteligentną, a przynajmniej, chciałam się za taką uważać, więc starałam się nie nudzić. Dziś ta moja kreatywność przeraża moich najbliższych. Na szczęście, pod tym względem, z Mateuszem, trafiliśmy swój na swego. On nie boi się moich pomysłów, a nawet często ma swoje. Właśnie w wyniku jednego z nich wylądowaliśmy na drugim końcu świata. No, dobra, przesadzam, Dubaj nie jest na drugim końcu świata, choć chwilami mam wrażenie jakby był na innej planecie.

Wszystko zaczęło się dość niepozornie. Na sylwestra przebraliśmy się za Arabów. Niewinne przebranie okazało się samospełniającą się przepowiednią. Właśnie rozpoczynał się rok 2012, jak się okazało, przełomowy w naszym krótkim życiorysie. Mateuszowi znudziła się praca na lotnisku w Gdańsku, miał dosyć użerania się z pasażerami. I co zrobił? Zaaplikował o pracę personelu pokładowego w linii lotniczej. Tak, tak, logikę tylko on w tym widział. Najpierw był Wizzair i Ryanair, ale tam nikt się nim nie przejął.

Bardzo zorganizowane prowadził wtedy poszukiwania, zgłosił się na przykład do wypożyczalni samochodowej. To była najkrótsza rozmowa kwalifikacyjna w jego życiu. Oblał zaraz na wejściu, przy pierwszym, wstępnym pytaniu: czy ma prawo jazdy? Wtedy jeszcze nie miał i nie zanosiło się na jakiekolwiek zmiany w tym temacie. Tak, tak, wszystko się zgadza. As zgłosił się do pracy w wypożyczalni bez prawa jazdy.  Prawda, że fantazji nie można mu odmówić?!

Ta sama fantazja, zaprowadziła go na kolejną rozmowę, tym razem do innej linii lotniczej, a dokładniej Dubajskiej Grubej Ryby. Teoretycznie poszedł tam zobaczyć jak to wygląda. Wyszło trochę inaczej. Ja w tym czasie, biegałam sobie po sklepach na Świętojańskiej w Gdyni, zadowolona z wolnego dnia w pracy, a ten szaleniec wywracał nam właśnie życie do góry nogami. Dzwonił do mnie tylko od czasu do czasu, że każą mu zostać dłużej. Moja lekceważąca odpowiedź brzmiała: Każą to zostań.  No cóż, wchodziłam właśnie do kolejnego sklepu. Inna sprawa, że zupełnie nie brałam pod uwagę czym to się może skończyć.

Jak wrócił, dokonałam swojego życiowego osiągnięcia. Pobiłam rekord świata w szybkim przejściu z szaleńczej radości do histerycznego płaczu. Super, że mu się udało, ale… co z nami?! On tam, ja w Gdyni, to się nie może udać. Szybko jednak doszłam do siebie i zamiast się użalać, zaczęliśmy szukać rozwiązań. I tak trafiłam miesiąc później do Wrocławia, na kolejną rekrutację w Polsce.

Już od ponad 2 lat zwiedzamy świat. Mieszkamy w słynnym i egzotycznym Dubaju. Wielu znajomych i krewnych nie omieszkało z tego skorzystać.