O AirBLOGu

Pracuję dla jednej z emirackich linii lotniczych. Jestem personelem pokładowym, potocznie zwanym stewardessą. Muszę, przyznać, że to słowo na S w naszym środowisku nie cieszy się sympatią. Nie wiem dlaczego tak jest, ale mi też się udzieliło. Zdecydowanie wolimy określenie Cabin Crew albo po polsku Personel Pokładowy.

To właśnie ta praca spowodowała, że chwilowo mieszkam z mężem w Dubaju. Jednak Air BLOG nie jest o Dubaju. O tym mieście i całych Emiratach, opowiadam na moim drugim blogu: tymczasemwdubaju.wordpress.com. AirBLOG jest o czymś zupełnie innym.

Wcześniejszego bloga pisałam o moich podróżach i szeroko pojętych przygodach na pokładzie. Tym razem chciałabym tematykę bardziej rozszerzyć.

Oczywiście nie zamierzam porzucać tematu podróży. Zdecydowanie jednak rezygnuję z wpisów w stylu: relacje z wycieczki. Za dużo kręcę się po tym świecie, żeby opowiadać w najdrobniejszych szczegółach co, gdzie, jak i kiedy. Owszem, będę opowiadać o tych wszystkich miejscach, ale jeśli interesują Was szczegółowe relacje, co po kolei, gdzie i za ile, to na pewno nie u mnie, chyba że będziecie pytać wprost. W miarę możliwości chętnie udzielę informacji, podzielę się doświadczeniem.

Na AirBLOG, posty z kategorii podróże, to moje zupełnie subiektywne wrażenia o konkretnych miejscach, ludziach, wydarzeniach. Cokolwiek w danym miejscu zrobi na mnie wrażenie, opowiem Wam o tym. Tak jak ja to widzę i co o tym myślę.

Z pewnością znajdziecie  też temat anegdot z pokładu. Jest to niekończąca się opowieść z elementami sensacji, fantasy i z wysoką granicą absurdu. Nie zawsze atrakcji dostarczają tylko pasażerowie. Załoga też potrafi dać popalić. Jednak, jak spojrzycie na to z innej strony, to co w tym dziwnego jeśli w jednej puszce, na kilka godzin zamyka się od 15 do 20 różnych narodowości i nawet do 400-tu różnych osobowości. Po ponad 4 latach latania, mam dużą granice tolerancji na różne dziwactwa, ale wiem też, że na pasażerów można liczyć i zawsze znajdzie się ktoś, kto jeszcze potrafi mnie zaskoczyć. Nie zawsze pozytywnie.

Podstawową różnicą między AirBLOGiem a yalla habibi jest tematyka szeroko pojętej awiacji, samolotów, lotnictwa. Moja wiedza na ten temat wciąż się poszerza, więc nią też będę się dzielić.

Zostałam podstępem zwabiona i wciągnięta w świat samolotów i muszę przyznać, że chyba przepadłam. Wszelka nadzieja na ratunek dla mnie upadła razem z moim panieństwem. Podpisując akt małżeństwa,  podpisałam też cyrograf z samolotami. Jak ma się męża, który właśnie przechodzi szkolenie na pilota, to chyba nie ma na co liczyć.

Moje szanse na zerwanie z tym środowiskiem są raczej znikome. Swoją drogą, ten temat wciąga jak narkotyk.

Osobiście siedzę w tym biznesie już ponad dwa lata, ale wciąż się wszystkiego dopiero uczę. Jest to dziedzina tak skomplikowana i przez to tak niesamowita i fascynująca, że każdego potrafi zarazić.

Nie zamierzam Wam opowiadać, jak wygląda silnik samolotu, albo jakim cudem to cacko lata. Zdecydowanie nie moje klimaty, te informacje są poza moją możliwością percepcji, sama chyba nigdy tego nie zrozumiem. Ale jest masa różnych innych rzeczy, które się z lotnictwem wiążą, a o których pewnie nie macie pojęcia. Ja do niedawna też nie miałam.

Jak skomplikowany jest to biznes i z jak wielu spraw nie zdajemy sobie sprawy dowiedziałam się po przyjeździe tutaj. Nagle okazało się, że problemy odległych krajów są moimi problemami, oddziaływają na mnie i na moją codzienną pracę.

Od zawsze interesują mnie różnice kulturowe, a moja praca w tej chwili jest przesycona ciekawostkami w tym temacie. Konflikty, kultury, religie, wszystko to stało się moim życiem codziennym. Czasami aż zbyt dosłownie. Latanie do krajów, gdzie takie konflikty mają miejsce, powoduje, że czy chcesz, czy nie, dowiadujesz się o nich. Zdarzyło mi się nawet znaleźć w samym środku takich wydarzeń. A moja wrodzona ciekawość nie pozwala mi przechodzić obok tego obojętnie. Zawsze staram się dowiedzieć więcej, czy to w rozmowie z pasażerami, czy z Internetu.

W pracy mam bardzo międzynarodowe środowisko i daje mi to bezcenne doświadczenia. Muszę przyznać, że branża lotnicza budzi wciąż moją ciekawość. I z zapartym tchem obserwuję bieżące wydarzenia i decyzje naszej firmy. Chyba bardziej międzynarodowego biznesu nie jestem wstanie sobie wyobrazić.

Linie lotnicze muszą brać pod uwagę, praktycznie wszystko. Czy to jest malaria i ebola w Afryce, czy konflikt na Ukrainie, Wiosna Ludów Arabskich, czy terroryści z Pakistanu, protesty na Tajwanie albo w Hongkongu. Aby nie narażać swoich pracowników muszą mieć oko dosłownie na wszystko. Fascynacja strukturą organizacyjną tak ogromnej korporacji, styl i sposób zarządzania tak międzynarodowym środowiskiem był jednym z powodów, dla których podjęłam to wyzwanie. Poza oczywiście podróżami i finansami, ale to raczej oczywiste.

Nasze życie na tej pustyni tylko w 90% jest związane z podróżami i samolotami. Aby nie zwariować w tym mieście i w tej pracy bardzo ważne jest te pozostałe 10%. W naszym wypadku są to studia magisterskie, szkolenie pilota, blogi i oczywiście organizowanie wakacji w Dubaju wszystkim krewnym i znajomym. O tym wszystkim też pewnie czasami jakiegoś posta przemycę.