I wtedy właśnie obleciał nas strach

Urodziny obchodzimy dzień po dniu, ale te, gdy skończyliśmy dokładnie 23 lata, zapamiętamy już chyba do końca życia.

Po Mateusza udanej rekrutacji poszliśmy na romantyczną, urodzinową kolację. Ale wcale nie było tak kolorowo, jak by się mogło wydawać. Nie świętowaliśmy sukcesu.

Owszem, cieszyliśmy się, że Mateusz zaszedł w tej rekrutacji już tak daleko. Osobiście byłam z niego bardzo dumna i gratulowałam mu z całego serca. Jednak euforia trwała tylko do momentu, w którym dotarło do mnie, że on może wyjechać, że on pojedzie za pracą do Dubaju, a ja zostanę – sama – w Trójmieście.

Gdy kuleczki się zderzyły i dotarło to wreszcie do mnie, dokładnie w tym samym momencie, niczym rasowa kobieta, osiągając przy tym swój życiowy rekord, przeszłam z ogromnej radości do niemal histerycznego płaczu. Do łez ze strachu.

Nie wierzyłam i dalej nie wierzę, że związki na odległość to dobry pomysł. Ani to łatwe, ani przyjemne, szanse na przetrwanie też daje raczej skromne, więc po co to komu? Totalnie nie chciałam żyć na odległość, ale rozstawać się też nic chciałam. Chciałam go mieć przy sobie, być razem. 

Strach na szczęście tylko na chwilę przejął kontrolę nad moim światem.

Gdy tylko, dosłownie, wylały się ze mnie pierwsze emocje i rozum mógł wreszcie dojść do głosu, zaczęliśmy kombinować. Jeszcze wtedy po omacku, na oślep, beż żadnej wiedzy ale musieliśmy działać. W miarę swoich marnych możliwość. Nic nas nie mogło powstrzymać i całą kolację wymyślaliśmy najróżniejsze scenariusze pt. a co jeśli…  

Nie mieliśmy jeszcze pewności czy Mateusz gdziekolwiek pojedzie, ale chcieliśmy mieć już jakieś plany/pomysły awaryjne. Rozstania nie braliśmy w ogóle po uwagę, życia na odległość, w dodatku przez dłuższy czas, raczej też nie, więc trzeba było coś wymyślić. A że fantazji nam nigdy nie brakowało, to wpadliśmy na sporo baaardzo różnych scenariuszy.

Teraz jak się nad tym zastanawiam i wspominam ten czas, to dotarło do mnie, że od początku mieliśmy jeszcze jedną opcję. Scenariusz, którego od samego początku nawet nie rozpatrywaliśmy, zupełnie nie braliśmy tego pod uwagę.

Mogliśmy przecież odpuścić, przestraszyć się i zrezygnować. Mateusz mógł zdecydować, że nigdzie nie jedzie, a wtedy i ja nigdy nie wzięłabym udziału w żadnej rekrutacji. Mogliśmy zostać w domu, w swojej trójmiejskiej comfort zone, olać to i  nie wysilać się, ale na prawdę, nam to nigdy nawet do głowy nie przyszło.

Pewnie przyszłoby, gdyby coś poszło nie tak, ale na szczęście nigdy nie musieliśmy rozważać takiej alternatywy

Do tej pory, ludzie czasem nas pytają, czy nie baliśmy się tak rzucić wszystko i wyjechać. Zawsze się wtedy zastanawiamy, za kogo oni nas mają? Za wariatów? Idiotów? Ludzi kompletnie pozbawionych emocji, rozsądku i wyobraźni?

Oczywiście, że się baliśmy. Tylko głupiec i kompletny ignorant by się nie bał.

Panicznie się baliśmy nie tylko samego wyjazdu, naszej rozłąki, nowej pracy ale także rozstania z domem, z tym wszystkim co znaliśmy, kochaliśmy i z czym dorastaliśmy. Wyjeżdżaliśmy nie tylko do odległego kraju, o innej kulturze, ale także do miejsca o którym bardzo różne plotki chodzą, które ma bardzo kontrowersyjną opinię.

Baliśmy się, ale…

Nauczyłem się, że odwaga nie polega na braku strachu, ale na triumfie ponad nim. Odważny człowiek to nie ten który nie odczuwa strachu, ale ten który go pokonał.

Nelson Mandela

I dziś z czystym sercem i bez zbędnej skromności możemy o sobie powiedzieć:

JESTEŚMY ODWAŻNI!