Zagrzeb, czyli prawie jak w domu

Do Zagrzebia pojechałam zupełnie nieprzygotowana. Nastawiona raczej na spotkanie z siostrą niż jakiekolwiek zwiedzanie.

Okazało się jednak, że moja siostrunia też jeszcze w Zagrzebiu nie była i się dziewczyna elegancko przygotowała.

Przyznam szczerze, że trochę liczyłam na nią w tej kwestii. Założyłam jednak, że skorzystamy z jej wcześniejszych doświadczeń. Założyłam, jak się okazało błędnie, że już wcześniej była w tym mieście i dlatego na pewno wie co, jak i gdzie. Mocno zaskoczyło mnie, gdy okazało się, że  dla niej to również będzie pierwszy raz.

Skąd to zaskoczenie? Dlaczego wyszłam z założenia, że już była w Zagrzebiu?

1. Mieszka w Chorwacji od ponad 6 miesięcy i zwiedziła już wiele różnych miast tego kraju.

2. Była na wakacjach w Chorwacji z naszymi rodzicami i to kilka razy. Jakim cudem nigdy nie dotarli do Zagrzebia? Tego, do tej pory nie rozumiem.

Tym samym okazało się, że miała dziewczyna dodatkową motywację, aby pokonać trzy godziny autobusem i przytelepać się do mnie do Zagrzebia. A ja naiwna myślałam, że stęskniła się za siostrą.

Zwiedzanie Zagrzebia

Nie nadaję się na pisanie przewodników po miastach. Jeśli liczyliście na posta o tym co krok po kroku zobaczyć w Zagrzebiu, jak spędzić w tym mieście 48h i zobaczyć jak najwięcej to…. w tym miejscu proponuję się pożegnać. Obawiam się, że nie macie po co czytać dalej. Ja najczęściej albo nie pamiętam jak się dane obiekty nazywały, albo w ogóle nie wiem co oglądam.

Niektórzy pewnie stwierdzą, że to ignorancja. Ale ja tak nie uważam, zgłębiam wiedzę z tego co mnie interesuje, z tego co chcę i co ma dla mnie znaczenie. Zwiedzam różne miejsca na swój sposób.

Wychodzę z założenia, że nic mi nie da wiedza o tym, jaki to był kościół, pod wezwaniem kogo lub czego? Dziś już wiem, że zwyczajnie tego i tak nie zapamiętam. Dokładnie to samo stanie się z informacjami nt stylu i roku w jakim został wybudowany. Akurat tego rodzaju informacje mnie zwyczajnie nie interesują i już.

Co innego dotyczy obrzędów, tradycji religijnych czy zachowań ludzi. O tym, że w kościele prawosławnym kobiety zakrywają głowę wchodząc do kościoła dowiedziałam się z obserwacji i wizyty w kościele prawosławnym w Petersburgu. To pamiętam do dziś, choć zupełnie nie wiem w jakim stylu był wybudowany ani co to był za kościół. Pamiętam jego wystrój i wrażenie jakie na mnie zrobił, ale nie mam pojęcia, w którym roku powstał, ani pod jakim był wezwaniem. I wiecie co… jakoś nie czuję braku tej wiedzy.

20180205_121309

Wracając do Zagrzebia…

Widziałam w tym mieście masę klimatycznych, ciekawych uliczek. A tym samym kościołów i innych zabytków, o których nie będę Wam tutaj opowiadać. Niewiele z nich jakoś specjalnie zapisało się w mojej pamięci, choć ładnie na zdjęciach wyszły i cieszę się, że je widziałam. Tak na prawdę to właśnie one  pozwoliły mi poczuć klimat tego miasta i zapewniły wszystkie wrażenia.

Najbardziej zaskakujące w Zagrzebiu było to nieodparte wrażenie, że skądś znam to miejsce. Klimat, tego miasta od samego początku wydawał się bardzo znajomy, swojski. Od samego lotniska miałam wrażenie jakbym właśnie przyjechała do Warszawy. Miasto wydawało mi się jakieś takie podobne, ludzie tez jacyś tacy podobni, język trochę mniej ale jednak na tyle swojski, że dało się zorientować co jest co. Nigdzie do tej pory nie czułam czegoś takiego. Nawet ta zimowa szaro -burość była jakaś taka swojska, znajoma. W żadnym innym mieście nie miałam nigdy takiego wrażenia.

20180205_112628

Turystyczne atrakcje

Z turystycznych atrakcji Zagrzebia to na pewno mogę Wam polecić przejażdżkę wagonikiem. Fajna atrakcja, widoczki rewelacyjne. Bez problemu wejdziecie na górę na piechotę, ale wagonik ma swój niepowtarzalny klimat.

Duże wrażenie zrobiła też na mnie kaplica w bramie. Z jednej strony zaskakujące rozwiązanie, z drugiej dość banalne. A już w ogóle szokujące było, że ludzie faktycznie, czynnie z niej korzystają. To nie jest tylko atrakcja turystyczna.

20180205_11004520180205_113843

 

Zdjęcia kościołów oczywiście też zrobiłam. Wiem o nich jednak tylko tyle, że jeden ma fajny, niestandardowy dach, a drugi kolumnę ze złotymi figurami stojącą przed. Zaskakujące informacje prawda? Sami byście do tego nie doszli. Nawet Google by wymiękł.

 

 

Dlaczego w ogóle wspominam o tych kościołach, skoro właściwie nic o nich nie wiem?

Ano dlatego, że dla mnie pięknie nawiązują do wspomnień i anegdot, które mi się przypominają jak na nie patrzę.

Pierwsza anegdota jest dość trywialna… niby nic nadzwyczajnego.

Ten kościół po lewej kojarzy mi się z moją Purserką (Szefową Pokładu), którą wtedy po raz kolejny spotkałyśmy na mieście. Zwiedzałyśmy zupełnie niezależnie od siebie ale ciągle wpadałyśmy na siebie po drodze. Ot takie wspomnienie z podróży.

Druga anegdota jest ciekawsza. Obiecuje.

Zaczyna się w momencie, w którym stwierdziłyśmy, że pora coś zjeść. Na głodnego powstają wszystkie najlepsze historie. Nie wszystkie jednak mogę publicznie opowiadać, bo na głodnego pokazuję często swoje drugie, bardziej mroczne oblicze.

Jednak w tej anegdocie nie ja jestem głównym bohaterem tylko Kasia.

Kim jest Kasia?

Koleżanką mojej siostry z Erasmusa.

Co ma Kasia do tego, że my byłyśmy głodne?

Otóż całkiem dużo. Kasia jakiś czas wcześniej była w Zagrzebiu i poleciła nam miejsce, w którym koniecznie musimy zjeść. Miałyśmy się raczyć pysznymi lokalnymi specjałami. Zapaliłyśmy się bardzo do tego pomysłu jednak, niepewne gdzie jest to miejsce napisałyśmy do Kasi i oto jakie dostałyśmy instrukcje:

Jak jest ta słynna ulica taka co tam jest najwięcej tych kawiarenek na niej, wiesz ktora? To później się skręca w taka uliczkę bardzo chudą, idącą w górę i na środku tej ulicy po lewej stronie jest ta restauracja A jak się skręca w tą uliczkę to widać katedrę I się dochodzi w sumie do katedry jak się pójdzie ta uliczka I na roku tej słynnej i tej chudej jest niebieska ściana
20180205_121816

Słynna ulica

No, cóż. Możecie sobie tylko wyobrazić naszą reakcję po przeczytaniu tych instrukcji. W pierwszej chwili obie parsknęłyśmy śmiechem bo żadna z nas zupełnie nic z tego nie zrozumiała. Jak już przestałyśmy się histerycznie śmiać to zaczęłyśmy, zdanie po zdaniu, tłumaczyć sobie tą treść. Niczym wiersz na lekcjach języka polskiego. I tak jak wtedy przyświecało nam jedno kluczowe pytanie… Co autor mógł mieć na myśli.

Naszą podstawową trudnością było to, że ta słynna ulica nie była aż tak słynna jak się Kasi wydawało. Trafiłyśmy na nią dopiero po jedzeniu. Do tej pory nie umiem wyjaśnić jak, ale udało nam się trafić w to miejsce. Kluczową rolę odegrał w niej jednak ten kościół ze zdjęcia po prawej, który zidentyfikowałyśmy jako katedrę.
Dotarcie na miejsce nie było łatwe, ale zdecydowanie było warto się chwilę pomęczyć. Zjadłyśmy tam pyszne Strukle. Niebo w gębie.
20180205_125050

Strukle z pestkami dyni i z jabłkiem i cynamonem. Mniammm!!

Ta sama Kasia poleciła nam też ciekawe miejsce na wieczornego drinka. Tym razem jednak odbyło się bez zawiłych instrukcji. Przypadkiem trafiłyśmy w to miejsce podczas naszego zwiedzania.
Nie da się ukryć, że jest to jedno z takich miejsc, które trudno jednoznacznie opisać. Ale jeszcze trudniej o nich zapomnieć.

20180205_19564520180205_184740

20180205_195333

Nasz stolik

20180205_195310

Ja, która od lat żyję z daleka od rodzinnej Gdyni, ba nawet rodzinnego kraju, mam już chyba wyczulone wszystkie zmysły na wszelkie zbieżności nawiązujące do tych rodzinnych miejsc. Dlatego nie mogłam nie zauważyć, ani tym bardziej nie skomentować tramwaju linii nr 6, który oferuje bezpośrednie połączenie z Zagrzebia do… SOPOTU.
Od początku czułam, że jakoś tak swojsko i znajomo w tym Zagrzebiu. Jak nic – kobieca intuicja.
20180205_155837