Oby cały rok, taki jak ten Nowy Rok

Mateusza rezerwa wciąż trwa w najlepsze, ale nie możemy narzekać. Oj, zdecydowanie nie! Szczególnie po tym, jak dostaliśmy na Nowy Rok cudny prezent. I to od naszej firmy!

Mieliśmy niesamowitego farta i trzeba przyznać, że dzięki temu zaczęliśmy z przytupem, z pompą i w zupełnie zaskakujący sposób ten nasz nowy 2018 rok.

Oby cały rok, był taki jak ten Nowy Rok!!

Ale od początku…

Sylwester z kołdrą i poduszką

Co roku okres świąteczno – noworoczny to zadyma w branży lotniczej. Wszyscy nagle zaczynają podróżować. Podrywają się jak ptaki do lotu. Istne szaleństwo. Nie wyklucza to nawet 25 i 26 grudnia, o sylwestrze albo Nowym Roku nie wspominając. Samoloty latają pełne i to we wszystkich możliwych kierunkach.

Dlatego też w mojej pracy ciężko jest dostać wolne na święta, ale już prawdziwym cudem jest mieć wolne w Sylwestra.

Chociaż… nie. Sylwester nie jest jeszcze najgorszy. Prawdziwym cudem jest mieć wolne i w Sylwestra, i w Nowy Rok. Co Ci po wolnym w Sylwestra, jeśli 1go stycznia musisz być w pracy na 5.45. Tak jak ja tym razem. Teoretycznie miałam wolne 31go grudnia, ale co z tego. O 21.00 już smacznie spałam, żeby następnego dnia, w miarę przytomna, operować lot. W planach miałam podróż przez Colombo do Singapuru. Dwa długie sektory to nie przelewki, dlatego sen był mi niezbędny do przeżycia tegorocznego 1 stycznia. Żadna impreza, czy inne fajerwerki zupełnie nie były mi w głowie. Północ planowałam zwyczajnie przespać.

Moje wysiłki zostały jednak wynagrodzone

Szał na imprezowanie w Sylwestra od dawna mnie już nie dotyczy. Taka praca. Jak się jednak okazuje, nie wszyscy w moim zawodzie się do tego przystosowali. Potrzeba zabalowania tego wieczoru jest tak wszechogarniająca i silna, że ludzie masowo dzwonią chorobowe tego dnia. Nasza firma co roku dwoi się i troi, prosi i wyczula, straszy i grozi konsekwencjami, ale to i tak nie pomaga. Podobno tylko tego wieczoru rzekomą chorobę zgłosiło ponad 2 tysiące osób. To prawie jak epidemia. Oczywiście informacja ta nie jest niczym potwierdzona, to zasłyszana plotka, ale tak idealnie obrazuje całą sytuację, a tym samym dodaje pikanterii mojej historii, że nie mogłam jej sobie odmówić. Musiałam o tym wspomnieć, sami rozumiecie.

Przy takiej sylwestrowej epidemii, firmie zostaje tylko jedno. Usiłuje się zabezpieczać tymi, którzy jeszcze do pracy przychodzą. Dlatego Mateusz, jak i pewnie wiele innych osób, zostali obsadzeni na tzw. home standby. To dosłownie: dyżur domowy, podczas, którego mogą w każdej chwili do Ciebie zadzwonić i wyciągnąć Cie na lot. Podczas takiego dyżuru, teoretycznie, możesz robić co chcesz, bylebyś odebrał telefon i w krótkim czasie był wstanie znaleźć się na lotnisku w mundurze i ze spakowaną walizką, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Mateusza sylwestrowy dyżur trwał od 21 go 5 rano. Jakikolwiek standby w taki wieczór, a już szczególnie w takich godzinach nie rodzi pytań CZY Cie gdzieś wyciągną. Jedyne nad czym warto się zastanawiać to: GDZIE dziś polecisz, ewentualnie na jak długo. Dlatego Mateusz, ze wszelkich sylwestrowych atrakcji w Dubaju, wybrał sen i razem ze mną spędził ten wieczór z poduszką i pod ciepłą kołderką. Z tą jedną różnicą, że zadzwonili do niego dosłownie kilka minut przed północą. Bynajmniej nie dzwonili z życzeniami.

Oczywiście wyciągnęli go na lot, ale jak dowiedzieliśmy się gdzie leci, to nie mogliśmy uwierzyć. Zabrzmiało to jak spełnienie marzeń. I najlepsze życzenia noworoczne.

Wyciągnęli go do Singapuru. Tak, tak, do tego samego Singapuru, do którego ja miałam rano lecieć!!! Czy można wyobrazić sobie lepszy początek roku?!!

20171218_152629.jpg

Taki miałam widok z okna jak byłam w Singapurze przed świętami.

Mateusz poleciał bezpośrednim lotem, czyli innym niż ja. Dzięki temu przylatywał na miejsce kilka godzin przede mną. Na szczęście jego pobyt był też nieco dłuższy niż mój, dzięki temu wylatywał z powrotem raptem trzy godziny przede mną. W rezultacie on był w hotelu już o 17tej, czasu lokalnego, a ja o 22giej. Wszystkie załogi naszych linii w Singapurze śpią w tym samym hotelu więc Mateusz czekał na mnie w lobby hotelowym.

Świętowaliśmy Nowy Rok, nie dość, że razem, co już jest świętem samym w sobie, to jeszcze w Singapurze. Mieliśmy tam na miejscu czas do 17tej dnia następnego więc był czas i na piwko wieczorem, choć to okazało się nie łatwe, i na zwiedzanie rano, a o tym opowiem Wam następnym razem.

Morał z tej historii jest taki: oby cały rok, jak ten Nowy Rok. Trzymamy za to bardzo mocno kciuki!

A Wam życzymy szczęśliwego Nowego Roku, obyście mieli takiego samego farta jak my w tą sylwestrową noc!