W grudniu psikus goni psikus

Grudniowy grafik, nie tylko ze mnie sobie zadrwił.

Niestety, Mateusza też nie oszczędził. Ba, wydaje mi się nawet, że ten psikus Mateusza jest bardziej paskudny i wredny.

Mateusz praktycznie w ogóle nie dostał grafiku. Od 10 grudnia jest na rezerwie!! I to cały miesiąc. Pewnie aż do okolic 10tego stycznia.

Tak, tak, przez całe święta i Nowy Rok. On nawet nie wie czy będzie w domu na święta. I właśnie to jest  w tym wszystkim najgorsze!

Czym jest rezerwa?

0c44ce81bc2b9ae46d58c4e955e54855

Pewnie nie wszyscy z Was się w ogóle orientują, co to właściwie jest ta rezerwa. Otóż, jest to największa zmora i udręka w naszej pracy. Co miesiąc firma wybiera grupę ludzi, która nie dostaje grafików i jest na tzw. rezerwie.

Oznacza to, że nie mogą się ruszyć z Dubaju. A codziennie po 18 muszą dzwonić na socjalną infolinie i dowiadywać się co będą robić następnego dnia.

Poza przepisami prawa, tu nie ma żadnych reguł. Firma się nie certoli. Mogą Cie wysłać dosłownie wszędzie. Czasami jest to od razu konkretny lot, ale nie zawsze.  Często jest to też dyżur domowy, albo lotniskowy. A z takiego dyżuru mogą Cie wyciągnąć gdzie ich diabelna zapragnie.

Szczególnie zimą jest to upierdliwe. Mając dyżur lotniskowy musisz się spakować zarówno do mroźnej Europy, jak i gorącej Australii czy Azji. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że nie wiesz nawet na ile Cie wyciągną. Możesz  wrócić zaraz tego samego, albo dopiero po tygodniu.

Dlatego na swój pierwszy lotniskowy dyżur Mateusz musiał zabrać i krótkie spodenki i zimową kurtkę, do tego cały zestaw gaci na co najmniej tydzień. Tak na wszelki wypadek.

Jemu ta przezorność się opłaciła. Z tego co zapakował przydała mu się kurtka zimowa i wszystkie majty jakie zabrał. Poleciał na cały tydzień. Najpierw do Mediolanu na jeden dzień, potem dalej do Nowego Jorku, na kolejne 24h. Powrót tą samą trasą, czyli z postojem na jeden dzień w Mediolanie. Wymarzony rejs, jak wiesz, że na niego jedziesz, chociaż kilka godzin wcześniej.

Jak często mamy rezerwę?

Na szczęście rezerwę mamy nie za często. Miał chłopak mega pecha, że trafiło akurat na Grudzień.

W obecnym systemie dowiadujemy się o rezerwie wraz z opublikowaniem nowego grafiku. Z naszego doświadczenia wynika, że teraz zdarza się ona nawet rzadziej niż raz do roku. Dzięki Bogu!

Wcześniej jednak tak nie było.

Wcześniejszy system układania grafików przewidywał, że rezerwa przypadka każdemu raz, co 7 miesięcy. Łatwo to jednak było ominąć. Wystarczyło poprosić o urlop, w miesiącu, na który przypadała Twoja rezerwa.  Z urlopem w grafiku system, mimo wszystko dawał normalne loty na pozostałe dni.

Jak do tej pory udawało mi się uniknąć rezerwy?

Ja swoją rezerwę miałam ostatni raz we wrześniu 2016 roku, a i tak udało mi się wtedy przed nią uciec.

Właściwie do tej pory, a pracuję już ponad 5 lat, miałam tylko 1 rezerwę. Pewnie nie powinnam mówić tego głośno, żeby nie zapeszać, ale taka jest prawda.

Przy starym systemie skrupulatnie pilnowałam, żeby moje urlopy przypadały zawsze w moje miesiące rezerwy. Na samą myśl o tym, że nie będę mogła nic zaplanować, nie będę zupełnie widziała co będę robić przez calusieńki miesiąc, cierpnie mi skóra i dostaję gorączki.

Gdy jedno z nas jest na rezerwie, to nawet nie wiemy kiedy się zobaczymy, ani czy w ogóle. Poza tym, ja mam dużo swoich zajęć i projektów, które lubię, a często muszę też za w czasu zaplanować, a bez grafiku nie mam takiej możliwości.

Jak tylko nadszedł nowy system grafikowy i usłyszałam jak wygląda temat rezerw, to z miesiąca na miesiąc spodziewałam się jednej u siebie. Wydawało mi się to nieuniknione. I miałam rację. Rezerwa dopadła mnie we wrześniu 2016 roku. Dostałam wyrok na calutki miesiąc.

Jak uciekłam?

Nie mam się czym niestety pochwalić, bo to, że udało mi się uniknąć tamtej rezerwy zupełnie nie zależało ode mnie. Spędziłam dwa miesiące na zwolnieniu lekarskim z trywialnego powodu, ale to temat na osobną obszerną historię. Teraz się z tego śmieję i zacieram ręce, że ominęła mnie rezerwa, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Na szczęście wszystko skończył się dobrze.

Co będzie ze świętami w tym roku?

Prawda jest taka, że nie wiemy co będzie. Im bliżej świąt tym adrenalina rośnie. Odczyniamy wszystkie możliwe czary, modlimy się gdzie się da i do kogo się da.  Kciuki też trzymamy aż nam sinieją palce.  Więcej jednak nie możemy zrobić. Liczymy też na farta, o którym wszyscy mówią, że mamy go w życiu dużo. Może i tym razem okaże się łaskawy.

Nie liczymy na wiele. Całe święta w domu to abstrakcja, o której nie śmielibyśmy marzyć. Chcielibyśmy chociaż ten jeden wigilijny wieczór spędzić wszyscy razem. Jeden, jedyny wieczór. Nic więcej. Nawet nie cały dzień, tylko wieczór! Jeden jedyny.

Szczególnie, że w tym roku organizujemy pierwszy raz  takie prawdziwe, rodzinne i pełnowymiarowe święta. Do Dubaju przyjeżdżają moi rodzice z Trójmiasta i siostra z Chorwacji. Taki świąteczny zjazd rodzinny. Mi się upiekło i dostałam wolne na całe święta. Fajnie by było, gdyby mąż też był z nami.

Dlatego mam takie jedno gwiazdkowe marzenie Drogi Święty Mikołaju!! Jedno jedyne, żeby nikt nie zadzwonił, że jest chory w tą Wigilię!! Bo osobiście dopadnę i uduszę!