Pierwsze prawdziwe wakacje od kilku lat!

We wrześniu minęły dokładnie 3 lata od naszych ostatnich wakacji?

Zaskoczeni?

Pewnie wielu z Was uważa całe nasze obecne życie za jedne wielkie wakacje i podróż dookoła świata. Niestety, rzeczywistość wygląda trochę inaczej.

Wrzesień 2014 i nasz wyjazd do Nepalu to były nasze ostatnie wakacje z prawdziwego zdarzenia.

Urlop, to jeszcze nie wakacje?

Jeśli zastanawiacie się teraz jak to u nas wygląda z urlopem to mówię od razu.

Nie jesteśmy tutaj w obozie pracy, czy innej karnej koloni. Mamy 30 dni płatnego urlopu w ciągu roku. Tak jak, chyba, wciąż jest w Polsce. Tylko niestety nie wszyscy mogą sobie pozwolić na luksus, jakim jest spędzanie urlopu na wakacjach.

W 2016 roku praktycznie cały nasz urlop pochłonęło nasze własne wesele i ślub kościelny. Suknia sama się nie przymierzy, a dodatkowo uparłam się, że większość zaproszeń rozdamy osobiście. Dzięki temu Mateusz poznał kilka moich ciotek jeszcze przed ślubem. Nie było to łatwe, zaliczyliśmy nawet wypad do Szwecji, ale nie żałuję. Było warto!

A co z pozostałymi latami?

Pozostałe urlopy to na przemian: studia, szkolenie lotnicze, wesela przyjaciół i rodziny, latanie.

Nie jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że weekendy mamy wolne. Dla nas obecność na weselu, czy innej rodzinnej imprezie to zaawansowana logistyka. Zaczynając od organizacji samego urlopu, poprzez dojazd na czas. Dopięcie wszystkiego jest często nie lada wyzwaniem. Czasami, aż to do tego stopnie, że na 2 miesiące przed własnym weselem, jeszcze nie mieliśmy potwierdzonego urlopu. A na wesele kuzynki jechałam praktycznie prosto z lotniska. Na szczęście teściowie mieszkają zaraz obok gdańskiego portu lotniczego. Musiałam jednak wybierać – prysznic albo obecność w kościele. Jak się pewnie domyślacie wybrałam prysznic!

Dla nas wizyty w Polsce to nie do końca wakacje. Zawsze jest cała lista rzeczy do załatwienia, osób do spotkania. Po takim tygodniowym pobycie w Polsce jesteśmy najczęściej jeszcze bardziej zmęczeni, niż po tygodniu w pracy. Nie było jeszcze wyjazdu do Polski, na którym mielimy czas odpocząć, poczytać książkę, pójść na romantyczny spacer. Za każdym razem powtarzamy sobie, że tym razem będzie inaczej, że potrzebujemy zwolnić, ale mimo to ZAWSZE kończy się tak samo.

Ambitne cele mają swoje konsekwencje

Od początku jak zaczęliśmy pracę jako personel pokładowy to wiedzieliśmy, że nie jest to praca, którą chcemy wykonywać  przez całe życie. Dla nas obojga jest to zajęcie tymczasowe. Jednak zmiana pracy, czy powrót do kraju, to nie jest coś co rozsądnie jest zrobić spontanicznie i w jedną noc. Do tego należy się przygotować. Zawsze powtarzam, że nie sztuką jest wrócić na garnuszek do rodziców i liczyć na cud, że znajdziemy dobrze płatną pracę. Los trzeba raczej brać w swoje ręce.

Dlatego, jak tylko udało nam się ustalić, co tak właściwie chcemy robić w życiu, to zaczęliśmy działać. Każdy w swoim kierunku, zupełnie niezależnie od siebie. Studia i szkolenia, które realizujemy niestety nie odbywają się w Dubaju, co powoduje, że często musimy wziąć urlop, żeby się na nich stawić.

Szczególnie dotyczy to szkolenia na pilota. Dorywcze latanie powodowało tylko jeszcze większe przestoje w postępach. Co możemy to robimy internetowo, ale latać internetowo się nie da. Do tego jeszcze musi dopisać pogoda, która w Polsce, nawet latem, jest raczej kapryśna.

Do tego dochodzą szkolenia teoretyczne. Choć zawsze poprzedzone intensywnymi kursami online to swoje w ławce trzeba odsiedzieć. Na samym początku całego szkolenia, na etapie licencji PPL (Private Pilot License) teoria trwała tylko 3 dni, ale gdy Mateusz dobrnął do szkolenia teoretycznego na kolejnym poziomie – ATPL (Airline Transport Pilot License) – to musiał odsiedzieć 2 tygodnie po 8h dziennie. Bez urlopu nie było szans, żeby mógł to zrobić.

Wakacje to mocne słowo

W tym roku postawiliśmy sobie za punkt honoru wygospodarować chociaż kilka dni na jakieś wakacje.

Mieliśmy 3 podstawowe warunki, które w naszej definicji, oznaczają wakacje:

  1. Wszędzie byle nie w Polsce – Od dawna ciągle jeździmy tylko i wyłącznie do Polski i z powrotem. Nasz kraj jest piękny, ale chyba byliśmy już zwyczajnie zmęczeni. Taką mamy egzotyczną pracę a my tylko Dubaj – Warszawa – Trójmiasto i tak w koło.
  2. Jedziemy gdzieś gdzie nas jeszcze nie było – Mieliśmy wielką potrzebę urwać się razem w nieznane nam miejsce. Nie wiem czemu. Mieliśmy taką potrzebę i już. A może to tylko ja miałam? W każdym razie Mateusz nie oponował.
  3. Ma to być miejsce, z naszej listy – Jakiś czas temu stworzyliśmy listę miejsc, które chcemy zobaczyć zanim wyjedziemy z Dubaju. Tylko jakoś do tej pory nie udało nam się nic z tej listy odhaczyć. Robimy wszystko inne tylko nie to co jest na liście. Basta!

Pierwsze trzy warunki spełniły dwa miejsca – Jordania i Kenia. Niestety musieliśmy jednak dodać punkt 4ty.

4. Gdzie da się zobaczyć więcej, a najlepiej cały kraj, w 4 dni?!

Niestety, mieliśmy tylko pełne 4 dni na miejscu więc trzeba było wybrać takie miejsce, gdzie da się zobaczyć jak najwięcej w tak krótkim czasie. Udało nam się wygospodarować tylko 4 dni, bo zaraz po naszych szumnych wakacjach, musieliśmy jechać do Polski. Ja miałam szkołę, a Mateusz nadzieję na latanie. Dla nas wakacje polegające na leżeniu plackiem nie są rozwiązaniem. Na taki wypad wystarczyłyby nam 2 dni, więcej byśmy nie wytrzymali.

Reasumując, wygrała Jordania. Spędziliśmy tam genialne 4 dni. Objechaliśmy kraj dookoła i widzieliśmy wszystkie najważniejsze atrakcje. To była taka Jordania w pigułce, ale widzieliśmy wszystko co chcieliśmy.

Byliście kiedyś w Jordanii? Jak Wam się podobało?