Dlaczego w drodze do Zimbabwe mamy przystanek w Zambi?

Drugi lot do Harare – stolicy Zimbabwe, zaowocował kolejnymi ciekawostkami z tego regionu. Tym razem w tematyce bardziej lotniczej. Oświecono mnie dlaczego, po drodze do Harare, musimy lądować w Zambii. Powód okazał się zaskakujący, a jednak dość banalny. W Harare nie ma pewności, że będzie dla nas paliwo na drogę powrotną.

Podczas tranzytu w Lusace – stolicy Zambii – miałam okazję pogadać trochę z pasażerami, którzy opowiedzieli mi  więcej o sytuacji ekonomicznej Zimbabwe. Okazało się, że jesteśmy jedną z nielicznych linii, która w ogóle tam lata. Wyjaśnili mi też dlaczego po drodze musimy gdzieś się zatrzymywać. Wygląda na to, że dostępność paliwa nie na wszystkich lotniskach jest taka oczywista.

20150628_131332_006

Od początku naszych lotów do Harare mieliśmy międzylądowanie w Lusace. Nie jest to jedyne miejsce, gdzie stosowane jest  tego typu rozwiązanie, więc wcześniej zupełnie mnie to nie zastanawiało. Pewnie gdyby mnie ktoś zapytał o to, to obstawiałabym dość oczywiste powody, takie jak zwiększenie siatki połączeń czy zabranie dodatkowych pasażerów. Nie wszystko jednak jest zawsze takie oczywiste.

Gdy ekipa sprzątająca, wpadła do samolotu, żeby doprowadzić go do przyzwoitego stanu, ja miałam trochę czasu żeby pogadać z pasażerami. Z reguły wole pogadać z pasażerami niż z załogą. Jak dla mnie mają ciekawsze rzeczy do opowiedzenia. I tym razem to przekonanie mnie nie zawiodło.

20150628_132702_001

Tym razem trafiłam na starsze brytyjskie małżeństwo. Opowiadali mi jak to od lat spędzają wakacje na safari w Zimbabwe. Sporo mieli historyjek z dzikim zwierzętami w roli głównej. Narobili mi smaka na taki wypad.

Dla mnie jednak najciekawszy z tych opowieści był wątek, o tym dlaczego, po tylu latach latania tam, nagle po raz pierwszy wybrali akurat nasza linie.

Okazało się, że nasze linia jest jest jedną z nielicznych, którą można tam  dolecieć z Europy. Moje zaskoczenie było dość spore. Musieli to zauważyć bo zaraz mi wszystko wytłumaczyli.

Po zmianie obowiązującej waluty i zatrzymaniu hiperinflacji sytuacja ekonomiczna w Zimbabwe tylko pozornie się ustabilizowała. W dalszym ciągu dostawy paliwa, szczególnie samolotowego, nie są regularne. Nie trudno się domyślić, że żadna linia lotnicza nie może sobie pozwolić, aby z powodu braku paliwa jej samolot i załoga zostały uziemione, na nie wiadomo jak długo. Nie wszyscy mają po drodze biedną, ale stabilna ekonomicznie Zambię.

Pikanterii całej historii dodał fakt, że w Pierwszej Klasie leciała z nami wtedy Pierwsza Dama Zimbabwe, czyli żona panującego obecnie prezydenta Roberta Mugabe. Bilety w Pierwszej Klasie do tanich nie należą. Myślę, że jakieś 10 000 PLN w jedną stronę. Nie wiem, skąd wracała, ale o rządach jej męża nic dobrego nie słyszałam

Dla tych co potrzebują więcej dowodów, poniżej link do ciekawego artykułu.

http://swiat.newsweek.pl/przezyc-za-dolara-dziennie,51300,1,1.html