Awiacja to nie tylko pasja, to stan umysłu

Gdzieś kiedyś usłyszałam: Zaraź swoje dzieci awiacją, a nie będą miały kasy na inne używki. Bardzo przypadło mi do gustu to stwierdzenie. Fenomen samolotów polega na tym, że uzależniają. Pochłaniają bez reszty i zarażają prawie wszystkich dookoła.

Pierwszy kontakt z tym środowiskiem miałam gdy zaczęłam się spotykać się z Mateuszem. On praktycznie wychował się na lotnisku, głównie w Gdańsku. To oczywiście spore uproszczenie, ale rozmowy przy stole, podczas niedzielnego obiadu, prędzej czy później, były dominowane przez tematy lotnicze. Wcześniej mój kontakt z awiacją ograniczał się do kilku przelotów na rodzinne wakacje. Nigdy nawet nie przypuszczałam, że aż tak wsiąknę w ten temat. Tutaj haczyk polega na tym, że jak już raz posmakujesz, to chcesz więcej, szczególnie na pewnym poziomie wtajemniczenia.

IMG-20170320-WA0033

Podróże małe …

Małe samoloty uzależniają niczym sporty ekstremalne. Ostatni przelot dał mi sporo do myślenia – dlatego rozpuszczam się nad nim od tygodnia. Do tego momentu wielu rzeczy zupełnie nie rozumiałam. Zupełnie nie ogarniałam, dlaczego Mateusz jeśli nie lata miesiąc, albo dwa, zaczyna robić się nerwowy. Dlaczego tak smęci, że jego licencja nie posuwa się tak szybko jak by tego chciał. Wychodziłam z założenia, że przecież wiedział na co się pisze. Wiedział, że pracując w Dubaju i robiąc licencję w Warszawie, z oczywistych powodów, nie będzie mógł robić tego tak szybko i sprawnie, jak ktoś, kto siedzi na miejscu i tylko temu poświęca swój czas. Irytowało mnie, że nie dostrzega faktu, że zarabiając na tą licencję, jakby nie patrzeć, też posuwa ją do przodu. A już w szczególności wkurzał mnie gdy ucząc się do kolejnych egzaminów teoretycznych, co w oczywisty sposób jest kolejnym , niezbędnym etapem, ale nie on dalej stękał, że to nie idzie tak jak by tego chciał.

Dopiero gdy zasmakowałam latania, tych emocji, adrenaliny to zaczynam go rozumieć. Przede wszystkim, wiem że facet ma problem z nazywaniem rzeczy po imieniu, ale to temat na  inna, zupełnie osobna dyskusje. A może nie fatygował się, bo wiedział, że nie zrozumiem. Pewnie nawet gdyby powiedział wprost o co chodzi, to nie sądzę, że byłabym bardziej wyrozumiała.

Teraz to co innego. Teraz sama szukam kolejnych okazji, żeby z nim polatać. Sama kombinuje jak koń pod górę, żeby znów się załapać. A ja lecę tylko jako pasażer. Tym bardziej, że wszystko co teraz wylatamy to Mateusz, tak czy sieka musi zrobić w ramach szkolenia. A  moje przeżycia i frajda, to tylko bonus dla księgowej projektu.

i duże

Latanie dużymi samolotami wciąga z zupełnie innych powodów. Tutaj nie chodzi o adrenalinę, ale o możliwości jakie daje mi praca na pokładzie tak dużej linii lotniczej. Co tu dużo ukrywać, podróżowanie wciąga równie mocno co awiacja. Styl życia, możliwości. Choć nasze ambicje na razie nie pozwalają nam w pełni wykorzystać tych możliwości, to nawet ciągle wizyty w Polsce nie byłby by możliwe bez służbowych zniżek na przeloty. W jakiej innej pracy mogłabym zajrzeć w tyle różnych miejsc, poznać tak wielu różnych ludzi i jeszcze by mi za to zapłacili. Choć po tylu latach bywa to bardzo męczące i moje priorytety uległy zmianie, to jednak moje zainteresowania nie. Dalej chętnie poznaję nowe miejsca, choć teraz bardziej niż samotne podróżowanie, kuszą mnie wspólne podróże. Nie mam już frajdy ze zwiedzania w samotności, ale jestem wstanie sporo zrobić, żeby polecieć gdzieś z Mateuszem. I nawet kilka razy już nam się to udało. Pewnie gdyby nie nasze ambitne plany to udawałoby nam się to znacznie częściej, ale cóż. Nie można mieć wszystkiego. To znaczy można, ale nie na raz. Wszystko w swoim czasie.

Jeden przelot, a tyle przemyśleń… Nie sądziłam, że zrobi to na mnie takie wrażenie. Chyba pora przyznać się sama przed sobą. Połknęłam bakcyla, jak ryba haczyk. Ugrzęzłam w tej dziedzinie na dobre. Szanse na odratowanie mam raczej marne.