Dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy latać

Zaraz minie 5 lat jak zdecydowałam się na przygodę z awiacją. Ale tak na prawdę, to dopiero gdy wsiadłam do małego samolotu – pilotowanego przez Mateusza, poczułam co to, tak naprawdę, znaczy.

W pracy, wielu pilotów opowiadało mi, że prawdziwe latanie jest tylko na tych małych samolotach. Cała zabawa i adrenalina trwa, dopóki nie zaczniesz latać na tych wielkich autobusach i dla dużych przewoźników.  Wydawało mi się, że na przykładzie Mateusza  widzę jak to na niego działa więc wydawało (!!) mi się, że to rozumiem. Podkreślam wydawało, bo dziś wiem, że nic nie wiedziałam i nic nie rozumiałam, póki sama nie wsiadłam do takiego małego kukuźnika.  W takim samolocie to nawet tacy, wydawałoby się,  starzy wyjadacze jak ja, trzymają się mocno fotela.

Co to znaczy mały samolot?

Pisząc mały samolot, to mam na myśli, naprawdę bardzo mały samolot. Na tyle mały, że 2 facetów, bez większego wypruwania sobie flaków, czy wywalania oczu z orbit, wypchnęło go z hangaru. Na tyle mały, że gdy tankowaliśmy, to trzeba było go trzymać bo wiatr nam go zwiewał. Na tyle mały, że mieści dwie osoby i to najlepiej nie za wysokie, bo ja mając 1.65 siedziałam jeszcze w miarę  wygodnie, ale kolana miałam prawie pod brodą. Cała ta maszyna bardziej przypomina zabawkę dla dzieci niż prawdziwy samolot.  Prawdziwy samolot, czyli taki, do których ja jestem przyzwyczajona na co dzień.

DSC_0827

Prawdziwa awiacja

Dopiero na czymś takim możesz poczuć co, tak naprawdę znaczy – latać. Po tej ostatniej przygodzie zdaję sobie sprawę, że prawdziwe latanie, prawdziwa awiacja, to nie te wielkie Airbusy 380, czy inne Boeingi, które zabierają po 500 osób. Prawdziwa awiacja, prawdziwe latanie to te małe pierdoloty, które zabierają 2 osoby i dają niesamowite emocje i adrenalinę. To jest nie do opisania. To trzeba przeżyć.

Do dużego samolotu wsiadasz jak do autobusu. A przynajmniej, ja tak wsiadam. W Boeingu jest jak w autobusie – możesz zarówno coś zjeść, skorzystać z toalety, czy połazić w tą i z powrotem. Wiesz, że jesteś nad ziemią, ale zupełnie nie odczuwasz tego, tej przestrzeni, wysokości. Podziwiasz widoki z małego okienka, które wrażeniami, bardziej przypomina oglądanie czegoś w  telewizji. Obraz widzisz i wiesz, że jest śliczny, imponujący, ale go nie czujesz. Nie czujesz tej przestrzeni. Nie daje to tych emocji, adrenaliny. Oczywiście te samoloty stworzone są do zupełnie innych zadań więc są zupełnie inaczej przystosowane. Latają na innych odległościach i znacznie wyższych wysokościach.  W Cruserze nie możesz się nawet obrócić.  A okno masz wielkie i widzisz wszystko rewelacyjnie.  Czujesz, że jesteś w powietrzu, że lecisz.

DSC_0877DSC_0901

 

Emocje sięgają zenitu

Jestem gadułą jakich mało, myślę, że to jeden z powodów, dla których moja linia w ogóle mnie zatrudniła. Buzia mi się nie zamyka.  Ale jak wsiadłam do tego małego pierdolota – odebrało mi mowę. A gdy zaczęliśmy kołować…  Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie miałam siły gadać. Przygwoździło mnie. Nie byłam wstanie wydobyć słowa.

Siedzisz na miejscu pasażera. Niby masz ster między nogami, ale przecież nawet nie wiesz jak go użyć. Wajcha lata w tą i z powrotem, sterowana przez Mateusza, który dodatkowo na radiu komunikuje się z wieżą. Dostajemy pozwolenie na start.  Ja dalej nie mogę się odezwać.

Nie trzeba pracować w awiacji, żeby wiedzieć, że start i lądowanie to najtrudniejsze momenty każdego lotu, w których najłatwiej o błąd,  i które są najtrudniejsze dla pilotów. Ale dopiero w tym maleństwie czujesz o co chodzi, czujesz dlaczego tak jest.

Prawda jest taka, że moje milczenie wcale nie było spowodowane świadomością istoty tej chwili. Świadomością, że nie mogę mu teraz przeszkadzać. Zwłaszcza, że tylko on wie jak tą maszynę opanować.  Oj nie! Dla mnie to było tak silne przeżycie, że żadne słowa nie przychodziły mi do głowy, żaden komentarz. Strach, ekscytacja, podziw, adrenalina – to czułam. Mikstura nie do opisania, ze słowami nie współpracuje, bo tego po prostu nie da się opisać. Matusz próbował sprowokować rozmowę, ale ja nie byłam wstanie nic powiedzieć. Ja, która zawsze mam coś do powiedzenia. Nawet Mateusz nie mógł w to uwierzyć.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Widoczność była super, ale ten wiatr. Jak zaczęło nami trząść to trzymałam się mocno fotela. Raz przestraszona chciałam się czegoś złapać i złapałam za ster… wtedy wystraszyłam się jeszcze bardziej. Ale jeszcze tego samego wieczora uznałam, że chcę, jak najszybciej, jeszcze raz. Mateusz tylko uśmiechnął się znacząco. Niesamowite emocje, a ja tylko siedziałam jako pasażer. Jak musi się czuć się pilot?