Kim są ludzie latający do Kabulu?

Stolicą, którego kraju jest Kabul, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Choć polskie media mają obecnie dużo ciekawsze tematy na pierwsze strony gazet, czy wieczorne wydania wiadomości, to tam, wojna toczy się dalej. Kolejne ofiary śmiertelne w dalekim Afganistanie nie budzą już tyle sensacji, co poczynania naszej władzy, ale tam sytuacja nie wiele się zmieniła.  Jesteśmy bardziej skupieni na naszych bieżących problemach wewnętrznych, to chyba naturalne. Ale w Afganistanie, nie tylko wojna toczy się dalej. Normalne życie też.

 

Do tej pory wydawało mi się, że loty to takich miejsc jak Bagdad, Basra (Irak), czy właśnie Kabul, cechują dwie zasadnicze kwestie – mała ilość i specyficzny profil pasażerów. O ile moje styczniowe wizyty w Bagdadzie i Basrze utwierdziły mnie w tym przekonaniu to Kabul był sporym zaskoczeniem.

Basra i Bagdad to bazy wojskowe więc pasażerowie to w znacznej większości żołnierze, zarówno Amerykańscy, jak i Brytyjscy, czy z RPA. Skąd to wiem? No cóż, jak stoi przed Tobą facet – wielki, łysy, z bicepsem jak moja głowa, a w dodatku na wszystko odpowiada Ci, Yes Ma’am, No Ma’am, Thank you Ma’am, to na prawdę trudno się nie domyślić. Inna sprawa, że wielu z nich wprost się do tego przyznaje.

Na tych lotach schodzą też niesamowite ilości piwa i innych napojów wyskokowych. Dla nich to zawsze pierwsza, albo ostatnia okazja, żeby napić się alkoholu. Te państwa, chyba nawet wszystkie, mają albo bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące importu takich trunków, lub wręcz zupełnie tego zakazują.

Kabul wpisał się w ten schemat w drodze powrotnej, ale też niezupełnie. Owszem, mieliśmy sporą grupę żołnierzy, którzy zanim rozjadą się każdy do swojego życia i świata, zamierzali jeszcze odreagować. U nas zaczęli swoją imprezę, którą planowali  dokończyć w jednym z dubajskich nocnych klubów. Nawet próbowali nas na nią wyciągnąć, ale cóż… u nas też każdy po locie wraca do swojego życia i świata.

Na tym locie, zaskoczyło mnie jednak co innego. A właściwie dwie rzeczy. Ilość kobiet, które również pracowały dla wojska, a także ilość białych kołnierzyków, czyli biznesmenów w garniturach. Jakie oni mogą tam prowadzić interesy? No cóż, skoro życie tam toczy się dalej to chyba bardzo różne. A może po prostu wole tak myśleć. Kiedyś na locie do Bagdadu spotkałam nawet jedną Polkę, która zajmowała się przemysłem zbrojeniowym oczywiście.

Biznesmeni, Kobiety – żołnierze, to wszystko jestem jeszcze wstanie łyknąć, ale rodziny z dziećmi. Możecie mi wierzyć albo nie, ale w drodze do Kabulu wieźliśmy jakieś 30cioro dzieci, wszystkie z rodzicami oczywiście. Co powoduje, że Ci ludzie tam wracają? Wydawało by się, że gdy raz wyjechali powinni siedzieć za granicą? Może to lokalny patriotyzm, pozostawiona rodzina, a może sytuacje, o których nam się nawet nie śniło. Wielu z nich miało obce paszporty, np. Kanadyjskie.

Z jednej strony widzisz rodziny z dziećmi, a z drugiej, na tym samym locie, rozmawia z nami Filipińczyk, który od lat pracuje tam w amerykańskiej bazie wojskowej. Opowiadał nam, że tam nie ma życia. Pracuje tam podobno w systemie 3 miesiące pracy na 3 miesiące wolnego. Czas pracy, spędza zamknięty w tej pilnie strzeżonej bazie wojskowej i nie wychodzi z niej, bo strach. Opowiadał, że wcale nie jest bezpiecznie, a wybuchające bomby słychać cały czas. Nic tam się nie zmieniło, nie uspokoiło. Przyznał się nam wprost, że jest tam dla pieniędzy, jak chyba większość obcokrajowców. Choć ułożył sobie tam życie (ma w bazie przystojnego chłopaka) to żyje dla tych trzech miesięcy poza Afganistanem. 3 miesiące wolnego co 3 miesiące, to może i  kusząca opcja, ale jak dla mnie cena jest chyba zbyt wysoka. Tu już nawet nie chodzi o mnie, ale moja matka dostała prawie ataku serca na wieść o tym, że spędzę tam raptem 3 godziny i to w samolocie, na pilnie strzeżonym lotnisku, a co dopiero 3 miesiące.

Przykre w tym wszystkim, jest też to, że z samolotu widać tą niesamowitą biedę. Widać ludzi mieszkających w namiotach, totalnych ruinach, lepiankach. Ale widać też coś jeszcze –  niesamowite góry. Widoki te zapierają dech w piersiach. Cudowny krajobraz, który nie dane nam na razie zobaczyć. Widoki z samolotu to właściwie wszystko co można tam teraz, w miarę bezpiecznie, podziwiać. Mówię w miarę, bo lądujemy na bardzo wojskowym lotnisku. Wystarczy wyjrzeć za okno, żeby nie mieć złudzeń. Wojskowe helikoptery  i żołnierze byli właściwie wszędzie i cały czas.