7 powodów, dlaczego od ostatniego posta znów minęły 2 miesiące

 

No cóż, pewnie to nikogo nie zaskoczyło. Ostatni zryw piśmienniczy, choć bardzo szczery i z wielkimi ambicjami, to jednak nie przetrwał próby. Fakty są takie, że znów minęły 2 miesiące od ostatniego posta. Ja jednak jestem uparta i tak łatwo się nie poddaję. Chcę i lubię to robić, choć może tego nie widać.

Walka o tego bloga to moja osobista walka z samą sobą.  Chcesz zmieniać świat? To spróbuj najpierw zmienić samego siebie. W walce o konsekwencję w działaniu, wstyd się przyznać, ale sama jestem swoim największym wrogiem.

Pora zrobić rachunek sumienia, ten ostatni zryw piśmienniczy był skazany na porażkę, a ja wykazałam się naiwnością. Dlaczego? No cóż powodów jest wiele. Skupię się tylko na tych trochę mniej banalnych.

  1. Zaczęłam pisać siedząc w domu na zwolnieniu lekarskim. Miesięczne zwolnienie lekarskie poskutkowało wieloma ciekawymi zjawiskami. Po wysprzątaniu całego mieszkania, przez pierwsze dwa tygodnie, przyszła pora znaleźć sobie nowe zajęcie.  Padło, między innymi, na reaktywację bloga. Miałam, na prawdę, bardzo szczere chęci i sporo wolnego czasu i na prawdę wierzyłam, że tym razem będzie inaczej, że tym razem się uda. No cóż, nie udało się. Dlaczego? Bo…
  2. Miesięczne zwolnienie w Dubaju przedłużyłam o kolejny miesiąc leczenia w Polsce. Nie ma co ukrywać, że wśród rodziny i przyjaciół pisanie jakoś tak się nie składało. Plan był ambitny, nawet w samolocie do Polski miałam przygotowywać posty, ale… Okazało się, że tym samym lotem do Warszawy leci tylu znajomych i z każdym trzeba było pogadać. A później było już tylko gorzej. Zawsze było coś innego do załatwienia. Z czasem dojechał do mnie Mateusz więc tym bardziej do bloga i komputera było mi daleko. Skupiliśmy się na wizytach u lekarzy i nadrabianiu zaległości towarzysko – rodzinnych. Załatwiliśmy też masę spraw, na które do tej pory zawsze brakowało czasu. Czas uważam za wykorzystany rewelacyjnie i satysfakcjonujący, ale niestety blog nie wpisywał się w tej krajobraz.
  3. O czym miałam pisać jak nie latałam tyle czasu?! Tu chyba nie trzeba dodatkowego komentarza. Jeśli od 2 miesięcy nie latałam to o czym ja właściwie miałam pisać? No dobra, niby mam jeszcze kilka historii do opowiedzenia, ale to nie to samo co opowiadanie na bieżąco. Większą frajdę daje opisywanie wszystkiego gdy emocje jeszcze nie opadły.
  4. Tyle się działo przez ten okres, że tematyka latania zupełnie nie była mi w głowie. Błachy problem zdrowotny urósł do rangi dużego wyzwania, tylko po to, żeby mi napędzić stracha, bo po chwili znów okazał się tylko wyolbrzymioną  błahostką. Nie zmienia to jednak faktu, że sporo nerwów mnie to kosztowało. A latanie i Dubaj były jak odległa historyjka, nierzeczywisty świat.
  5. Powrót do latania po 2 miesiącach nicnierobienia był brutalny. Co tu dużo mówić, do dobrego człowiek  szybko się przyzwyczaja. Siedzenie w domu bywało nawet przyjemne. Przez 2 miesiące spałam każdą NOC i to do oporu. Pewnie nieliczni z Was doceniają takie luksusy. Regularny tryb życia, rutyna, którą sobie wyrobiłam, ech… tak miło powspominać. Z powrotem do pracy wszystkie te cudne przywileje szlak trafił. Znów musiałam się nauczyć i przyzwyczaić, że nie ogarniam co się w domu dzieje. Własna lodówka stanowi dla mnie wieczną zagadkę, bo mnie więcej nie ma niż  jestem. Wracam do domu po kilku dniach i (mimo, że mieszkamy tylko we dwoje) nie wiem co zastanę. Pakowanie i rozpakowywanie… Co tu dużo mówić, życie stewardessy w pełnej krasie. Firma ze swojej strony też zadbała o to, żebym się nie nudziła. Mój grafik był napięty do granic możliwości. Dawno już nie wylatałam tylu godzin w ciągu jednego miesiąca. To wszystko sprawiało, że jakoś do pisania nie było mi po drodze, do spania, wylegiwania się w łóżku owszem, ale nie do pisania. Minął miesiąc i już chyba mogę stwierdzić, że znów się zahartowałam i może tym razem mi się uda. Nazbierało się trochę świeżych opowieści.every-day-765x510
  6. Rzeczywistość wymagała reorganizacji. Po powrocie do pracy musiałam się trochę przeorganizować. Zanim zacznę znów pisać musiałam najpierw uporządkować pewne sprawy, a przy tak napiętym grafiku nie było to łatwe. Moje nieoczekiwane zwolnienie lekarskie trochę wywróciło naszą rzeczywistość do góry nogami, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
  7. (i chyba najważniejsze) Dopiero teraz wróciła mi radość latania. Przelatałam ostatni miesiąc, nazbierałam masę historii na bloga i pewne wnioski. To zwolnienie lekarskie spadło mi z nieba. Potrzebowałam takiej przerwy, żeby znów cieszyć się moja pracą. Czerpać z niej to co najlepsze. Naładowałam baterie, dotankowałam trochę cierpliwości i chęci na kolejne podróże. Znów wróciła mi radość latania. Pierwszy raz od dawna znów mi się chce. Idę do pracy z przyjemnością, a nie na siłę. Lecę w jakiejś miejsce podekscytowana nim, a nie wkurzona, że znów muszę iść do pracy. Blog, którego mam nadzieję teraz pisać, będzie znów blogiem pełnym optymizmu i euforii, ekscytujących i śmiesznych przygód, a nie blogiem pełnym frustracji, zmęczenia i irytacji.