A380 w praktyce, czyli moje osobiste korzyści z latania tym monstrum

W naszej firmie, latanie na A380 wiążę się z wieloma zmianami. Dotyczy to zarówno kwestii bezpieczeństwa, organizacji pracy, ale przede wszystkim serwisu i grafiku. Moja praca w zależności od tego, czy wsiadam do A380, czy do B777, różni się, i to dość znacząco.

Stare ale nowe kierunki

Pierwszą i kluczową zaletą latania na A380 są nowe kierunki. Nowe, w zasadzie, tylko dla mnie. Nie wiem jak to wygląda w innych liniach, ale u nas schemat jest dość prosty. Jeśli jakiś kierunek, albo konkretny lot, ma powodzenie, to bardzo szybko zaczyna go operować A380. Tak było np. z Barceloną.  W ciągu kilku miesięcy od otwarcia tej trasy, zmienili samoloty na największe z możliwych. Z biegiem lat wiele innych tras zyskuje popularność  i awansuje.  W ten sposób, wiele  kierunków, które lubiłam, i które chciałam jeszcze kiedyś odwiedzić, stały się dla mnie nieosiągalne. Teraz, jako załoga A380, znów mogę polecieć do Londynu, San Francisco czy Sydney. Wiele kierunków, takich jak Toronto czy Seul, od początku mojej pracy tutaj były operowane przez A380 więc mogłam tylko pomarzyć, że  kiedyś uda mi się je tam polecieć.  Jest też kilka miejsc, które Mateusz zdążył zrobić, a ja nie. Serce mi pękało jak Auckland w Nowej Zelandii, czy Los Angeles przechodziły na airbuswego kolosa. Wiedziałam co tracę z opowieści Mateusza.  Jednak co ma wisieć nie utonie. Teraz znów mam szansę tam polecieć.

 

482747_10201029435121324_2144190597_n

Teraz rozumiecie czemu muszę odwiedzić San Fran jeszcze raz?

Latam więcej, ale mniej. Dlaczego?

Odkąd latam na A380, znacznie poprawiły się moje grafiki. Latam więcej, czyli płaca mi więcej, ale mam tez więcej dni wolnych. Jak to możliwe?

Otóż w naszej firmie mamy zarówno loty długie z nocowaniem, jak i te krótkie, które operujemy w tą i z powrotem. Nie jest raczej tajemnicą, że większość linii lotniczych płaci swoim załogą za wylatane godziny, i to dosłownie. Firma zaczyna nam naliczać stawkę godzinową, dopiero gdy samolot zostanie wypchnięty z bramki. Oczywiście, działa to w obie strony, tzn. po wylądowaniu, gdy znajdziemy się znów w bramce, firma przestaje nam płacić.  Dlatego też dłuższe, czyli dalsze loty, to zwyczajnie większe pieniądze, ze względu na więcej wylatanych godzin. Jednak takie długie loty wymagają odpowiedniego przygotowania, czyli odpowiednio dużo dni wolnych przed i po. Zarówno w domu, jak i w miejscu docelowym. W rezultacie latamy więcej, ale mniej.  W ostatnich miesiącach małe Airbusy operują głównie te krótkie loty, często tez nocne, co znacząco wpływa na strawność grafików.

1375304_608900535815530_1713668226_n

To jest niestety zdjęcie Mateusza, ja swojego się jeszcze nie dorobiłam

Duty Free,

Większość linii lotniczych sprzedaje produkty Duty Free, na pokładzie swoich samolotów. Podobnie jest u nas. Nie sądzę, żeby tak było tylko u nas, więc nie dajcie się zwieść, sprzedający, nie robią tego za darmo. Od każdej sprzedanej rzeczy mają swoją prowizję. Na niektórych lotach, można uzbierać z tego niezłą premię. Niestety, do tej pory byłam z tego interesu wykluczona. Jako pracownik klasy ekonomicznej, floty podstawowej nie mogłam operować Duty Free. Wraz z nową licencją, zostałam też przeszkolona w temacie Duty Free. Dorastałam w sklepach moich rodziców, którzy prawie od zawsze siedzą w handlu. Mam ochotę się sprawdzić w tej tematyce. Nowe wyzwanie, które wygląda bardzo kusząco. Choć z opowieści wiem, ze bywa upierdliwe. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Jedno jest pewne, muszę się jeszcze sporo nauczyć. Ale przecież to jest w tym najciekawsze.