A380, czyli wyższa szkoła zadęcia

A380 to wciąż największy samolot pasażerski.  Jego produkcja wzbudziła wiele sensacji . Co oczywiście skrupulatnie wykorzystał jego producent, ale nie tylko. Chyba wszystkie linie lotnicze mające go w swojej flocie, budują wokół niego osobne strategie marketingowe. Podobnie było w naszej firmie.

Airbus pozwala w bardzo nowoczesny i ekskluzywny sposób wyposażyć te samoloty. Wszystko zależy od zasobności portfela  i potrzeb zamawiającego. W rezultacie linie lotnicze prześcigają się w pomysłach na aranżację tego wnętrza. Szczytem ekstrawagancji wydaje się być prysznic dla pasażerów pierwszej klasy.

b14ffb15774c504edc16a87e65b1cbfe

 

Polityka naszej firmy w stosunku do tych samolotów i ich załóg zmieniała się wraz z upływem lat i nabywaniem kolejnych egzemplarzy.  Pierwsze załogi latające przechodziły swego rodzaju pranie mózgu. Wmawiano im, że są lepsi od całej reszty pracowników, tylko dlatego, że latają jako załoga 380. Mieli czuć się wybrani i wyjątkowi. Tak jak wyjątkowy rzekomo jest ten samolot.  W rezultacie stworzyli grupę pracowników – nadludzi. Wiązało się to również z większymi wymaganiami wobec tych załóg, zarówno w kwestiach wyglądu, nieskazitelności uniformów, jak i zachowania. Wywierana była na nich większa presja, która był skrupulatnie egzekwowana przez kierowników i szefów pokładu. Jak się nie trudno domyślić nie stwarzało to przyjaznych warunków do pracy. Ale nikt z nadludzi nie śmiał się do tego przyznać, krążyły tylko plotki i legendy.

W kontraście do nadludzi z A380 była załoga podstawowa, która latała bardziej zwyczajnymi samolotami.  Dzięki temu  panowała tutaj bardziej przyjazna atmosfera, ludzie byli dla siebie wsparciem. Mogli na sobie polegać. Nie było niepotrzebnej spiny, a praca była przyjemna, a nie stresująca.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ale to było bardzo dawno temu. Ja przyszłam do firmy na dwa czy trzy tygodnie przed wymieszaniem obu załóg. Firma wciąż szkoliła tzw. załogę podstawową, do której miałam szczęście trafić. Jednak  równolegle, biedni nadludzie z 380 musieli się zniżyć do naszego poziomu i przeszkolić się w operowaniu B777.  Dramat był straszny.

Z biegiem lat firma stopniowo wyzbywa się małych Airbusów. Docelowo flota ma składać się z tylko B777 i A380, co oznacza koniec podziałów.  Dlatego też  tzw. flota podstawowa z miesiąca na miesiąc się kurczy.  W miarę upływu lat, coraz więcej naszych przeszło na ciemną stronę mocy.  Dzięki temu wpływa to na atmosferę pracy na A380. Wciąż nie jest to dokładnie to samo, ale podobno już nie jest najgorzej.

Teraz, kiedy flota podstawowa, jest praktycznie na wymarciu to atmosfera jest  wręcz rodzinna. Nie było lotu, żebym nie trafiła na jakiegoś znajomego. Wszyscy z dużym doświadczeniem, każdy wie co ma robić. Będzie mi tego brakowało.

Podobno załoga z floty podstawowej jest też bardziej rozgarnięta. Ja się oczywiście z tym zgadzam, ale po czterech latach latania w ich szeregach, chyba nie jestem zbyt obiektywna. Pomimo tego, że mnie też dopadła konwersja, to sercem wciąż jestem z nimi. Mam wciąż ich mentalność i styl pracy. Podobno  starzy wyjadacze z floty podstawowej są wstanie się rozpoznać z daleka, wśród załogi na 380. No cóż, jeszcze tego nie doświadczyłam. Ledwo ogarniam co się wokół mnie dzieje. Wciąż mam jeszcze za małe doświadczenie po tej ciemnej stronie mocy i ciągle się uczę.

Foto: Airbus.com