AirBLOG Reaktywacja

reaktywacja

Nie jestem wstanie zliczyć już moich podejść do blogowania. Prawda jest taka, że nigdy nie pisałam zbyt regularnie. Nie ma co się oszukiwać i mydlić sobie oczu. Czy teraz będzie inaczej? Nie wiem. Niestety, konsekwencja w działaniu nie jest moją mocną stroną i niestety nigdy nie była. Ale pracuję nad tym. Walka trwa do końca!!

Ostatnie kilka miesięcy mojego życia, obfitowało w różne dodatkowe atrakcje. Większość z nich nie była zaskoczeniem, a przynajmniej nie powinna być. Skrupulatnie odkładałam niektóre sprawy na potem, aż w końcu wzięło i mnie przysypało.

W rezultacie moja twórczość musiała się ostatnio ograniczyć do wymyślenia teksów do ślubnych zaproszeń, a w dalszej kolejności do wymęczenia, w bólach i konwulsjach,  mojej pracy magisterskiej i kilku zaległych zaliczeń – no dobra – kilkunastu.

O ile ślub, nieskromnie dodam, był spektakularnym sukcesem, tak niestety zaliczenia, a w efekcie ukończenie studiów okazało się spektakularną klapą.

Rekonwalescencja po tych wszystkich wydarzeniach, zajęła mi trochę czasu. Musiałam odbyć najważniejszą i najtrudniejszą  podróż w moim życiu – tą wewnętrzną. .

W rezultacie znów mam głowę pełną pomysłów i chęć do pracy. Zarówno tej w powietrzu, jak i tu na blogu.

Dlaczego jednak reaktywacja, a nie kontynuacja?

Zmiana i rozwój są dla mnie jak tlen. To jedna z ważniejszych  lekcji, którą miałam okazję niedawno zrozumieć. Dlatego tak wiele ostatnio zmieniłam w życiu.

Poza mężem, rodziną i przyjaciółmi to najchętniej wszystko bym pozmieniała i zaczęła od nowa. Musiałam się jednak ograniczyć do przemeblowania w mieszkaniu i zmiany mojego podejścia do kilku spraw.

Na szczęście w kontekście bloga zmiany są dużo łatwiejsze. Od dawna przymierzałam się do reaktywacji. W głowie zaczęły mi się układać pomysły na posty. Uświadomiłam sobie, że jednak mi tego brakuje. Nie bez znaczenia też było, że dostałam niedawno bardzo miłą informację zwrotną w tym kontekście. Okazało się, że ludzie na prawdę to czytają. Mam nadzieję, że mimo drobnych zmian, dalej będą chcieli czytać.

Jakie zmiany?

Jestem tu gdzie jestem i robię to co robię, już 4 lata. Nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że okres fascynacji tą pracą, stylem życia i podróżami mam już dawno za sobą. Za sobą mam też kryzys. Jak się łatwo domyślić, nie pisałam wtedy. Treści, które wtedy mogłyby powstać na temat tego zawodu, chyba nie byłyby zbyt interesujące, a i nad cenzurą musiałbym się napocić. Po tej sinusoidzie przyszła pora na trzeźwy osąd i realną ocenę sytuacji.

Blogi stewardes (bardzo nie lubię tego słowa) obfitują w opisy z podróży. No cóż, w tej pracy  ciężko to pominąć. Z upływem lat, moje podróże zaczęły jednak wyglądać trochę inaczej. Adrenalina opadła i choć dalej lubię zwiedzać i poznawać nowe miejsca, to różni się to od tego co , i jak, robiłam na samym początku.

Mimo powszechnej opinii ta praca to nie tylko podróże i przyjemności. Dlatego chciałabym też od czasu do czasu przemycić Wam trochę tej drugiej strony medalu. Tej ciemnej strony mocy, bo Nie wszystko złoto co się świeci.

61afc2a85dc39295e8f52e514e748633