A myślałam, że ludzie nie są mnie już wstanie zaskoczyć…

Zawsze jak tylko pomyśle, że nie wiele jest mnie już wstanie zaskoczyć, dzieje się coś co sprowadza mnie na ziemię.

Tak było i tym razem.

EN-00910126-1849_22516560Wczorajszy rejs do Doha w Katarze, miał być łatwy i przyjemny. 45min w jedną stronę, 55 w drugą. Bułka z masłem.

I tak się zapowiadało prawie do końca. Prawie…

Podchodzimy właśnie do lądowania w Dubaju. Podwozie już wysunięte. Zaraz dotkniemy ziemi.

Nie trzeba być znawcą awiacji, żeby wiedzieć, że to właśnie podczas startu i lądowania dzieje się najwięcej wypadków. Dlatego też na nas spoczywa odpowiedzialność, żeby zabezpieczyć kabinę i upewnić się, że wszyscy mają zapięte pasy, pochowane torby, pozamykane stoliki itd. Bez tego samolot nie może wylądować.

Dla nas jest to  chwila pełnego skupienia i mobilizacji. Musimy doskonale ogarniać co się w około dzieje, a wczoraj działo się całkiem sporo.

Fantazja ludzka nie zna granic.

Jeden facet, stary Arab zdawał się zupełnie nie przejmować całą sytuacją. Przecież lądowanie samolotu to taka banalna sytuacja. Dosłownie na minuty przed dotknięciem ziemi postanowił wstać i podejść do jednej z moich koleżanek. Siedziałyśmy na tej samej wysokości więc wszystko widziałam z pierwszej ręki.

Oczywiście zaczęłyśmy krzyczeć, żeby wracał na miejsce, że teraz nie może wstawać, że musi natychmiast usiąść itd. Wyobraźcie sobie nasze miny jak zaczął na nas po arabsku coś krzyczeć i spluną na moją koleżankę.

Traf chciał, że dziewczyna była z Maroka i doskonale wiedziała co powiedział. Po wszystkim powiedziała mi że wyzwał ją od różnych takich… mało kulturalnych rzeczy.

Dlaczego on w ogóle wstał?

Po wylądowaniu Marokanka poszła do niego wyjaśnić mu, że „jest idiotą i burakiem, że brak mu kultury”, niestety nie dosłownie. Musiała to zrobić w bardziej dyplomatyczny sposób.

Tłumaczenie gościa zbiło nas z nóg. Był rozgoryczony, że nie pozwoliłyśmy mu wyjaśnić po co właściwie wstał. A on biedny jest diabetykiem i chciał zapytać gdzie jest toaleta. Jakby jedno z drugim miało coś wspólnego?!

Zupełnie inną kwestią jest, że na tym etapie lotu mógłby dostać ataku serca, zarzygać cały samolot, ale i tak nie może wstać. Złamany kark, ale to tylko moje zdanie oczywiście, pogorszyłby tylko chyba każdy z tych scenariuszy. Ale ja nie jestem obiektywna.

Przy uderzeniu z ziemią różnie reagujemy na grawitację. Nie zawsze jest to łagodne spotkanie. Nie wspominając już o innych czynnikach. Facet tego jakby nie rozumiał.

Co by było gdyby?

Sprawa została zgłoszona do naszych przełożonych, nie wiem tylko, czy któryś miał na tyle jaj, żeby zgłosić to na policję. Pewnie nie, a powinni. Takie zachowania nie mogą być ignorowane. Facet stanowił zagrożenie dla całego samolotu. Gdyby w tym momencie działo się faktycznie coś złego. Pożar silnika, nie udane lądowanie – cokolwiek, to my nie mogłyśmy zareagować i ratować całej reszty, bo jeden Baran musi do toalety. No ale on jest przecież diabetykiem.

P. S. do wszystkich diabetyków.

Wiem dobrze, że Wasza choroba to nie katar sienny i mocno utrudnia życie. Nie mam zamiaru ujmować powagi tej choroby, ale sami musicie przyznać, że używanie jej jako argumentu w tej sytuacji jest sporym nadużyciem.