Małżeństwo na pół etatu

long_distance_by_sorrybutno-d3j6thu.png

Jedno z podstawowych pytań jakie zadają mi pasażerowie, chwile po tym jak się wygadam, że jestem mężatką i oboje latamy brzmi zawsze jakoś tak: Ale to wy się w ogóle widujecie? Ci co chcą być bardziej dyplomatyczni i delikatni pytają czy nie ma z tym problemu.

Odpowiedź mam zawsze tą samą, czyli mniej więcej: Nie jest tak źle.

Oczywiście to ich nie satysfakcjonuje, więc zawsze muszę  tę myśl rozwinąć.

Prawda jest taka, że bywa różnie. Oczywiście, że zdarza się, że długo się mijamy. Ile razy było tak, że nasze loty nakładały się o godzinę albo i mniej. Dużo razy było też tak, że mieliśmy dla siebie godzinę albo dwie, między jednym lotem, a drugim. Najczęściej wtedy idziemy w pracy, na jakąś kawę albo śniadanie. Pory tych randek bywają bardzo barbarzyńskie.

Jednak bardzo często mamy też okazję to sobie rekompensować, gdy mamy razem wolnych kilka dni z rzędu. Wtedy nadrabiamy zaległości. W zasadzie ostatnio dużo latałam tylko lokalnie więc zawsze po locie wracałam do domu i spałam  w swoim łóżku. Zniwelowało to tego typu problemy prawie do zera.

Pewnie, że parą, w których lata tylko jedno, albo żadne,  jest dużo łatwiej. Jednak trzeba zachować trochę optymizmu. My na rutynę w związku nie narzekamy. Pary, które widują się codziennie, codziennie obok siebie zasypiają, przechodzą nad tym do porządku dziennego. My nie. Dla nas to trochę jak święto i zawsze bardzo sobie cenimy takie okazję. Dzięki temu też wciąż czujemy  się jak para zakochanych nastolatków. A minął niedawno kolejny roczek od naszego ślubu.

Właśnie jesteśmy w trakcie takiego ciągu nieobecności. Pewnie dlatego nagle mi się to przypomniało. Jednak tym razem winne nie są nasze grafiki, tylko ambicje. Mateusz zamiast siedzieć w domu, poleciał do Warszawy wyrabiać swoje godziny za sterami.  Gdyby nie to, to  ostatnie dwa tygodnie nie wyglądałyby tak dramatycznie. Prosto z Polski poleciał na ośmiodniowy rejs do Bangkoku i Sydney. Miedzy jednym a drugim, spędziliśmy razem wieczór. Szkoda tylko, że ja byłam chora i styrana po egzaminach, a Mateusz dwie noce spał w samolocie więc przypominał bardziej zombie niż faceta.

Pewnie, że nie jest mi łatwo. Zwłaszcza, że leże chora w łóżku od 2 dni i nie ma mi kto nawet herbaty zrobić. Jednak najfajniejsze są w takich sytuacjach powroty, następne spotkanie. Taki styl życia pozwala nam utrzymać relacje w świeżości i się sobą nie znudzić.

Przede wszystkim jednak, nobel należy się wynalazcy Skypa i Whatsappa, o Internecie nie wspominając. Gdyby nie to, to  cała wypłata szłaby na telefony, a nie sorry…  Mateuszowi od dwóch miesięcy nie działa roaming. Jak to możliwe?? Zapytajcie jego, ja też chciałabym wiedzieć 😛

Tym razem różnice czasowe, też nam nie ułatwiają. Jak on wstaje to ja idę spać. A jak ja wstaję to on się kładzie. Wprawdzie różnica jest tylko 6h, ale niektórych dopadł jet lag więc śpią w dziwnych godzinach tam u siebie.