Kulisy pracy jako Cabin Crew, czyli egzaminy – dzień pierwszy.

sep symulatorNa dzień dobry 6 egzaminów.

  • B777
  • Airbus 330/340
  • GMT, czyli pierwsza pomoc
  • Aviation Security, czyli procedury bezpieczeństwa na pokładzie samolotu
  • SEP, czyli procedury ewakuacji.
  • Equipment, czyli znajomość lokalizacji sprzętu.

Na szczęście 5 na 6 to tylko testy, jednak dopiero 80% zalicza. Nie ma lekko.

Jedynym egzaminem z pytaniami otwartymi był equipment, czyli  egzamin ze sprzętu. Dostajesz diagram danego modelu samolotu i musisz wypełnić np. gdzie są i ile np. butle z tlenem albo gaśnice, apteczki itd.

Na egzaminach z typów samolotów sprawdzają np. znajomość sygnałów ostrzegawczych w przypadku dekompresji, czy pożaru, ale także umiejętności aktywacji i obsługi np. masek tlenowych czy drzwi. Niestety, producenci samolotów nie ułatwiają nam życia i każdy z modeli ma swoje pstryczki i niuanse. Pierwsza pomoc, to temat na osobnego posta. Natomiast Aviation Security to sposoby radzenia sobie z niesfornymi pasażerami, ale także co robić w razie ataku terrorystycznego, czy bomby.

Największym wyzwaniem jest SEP, czyli wszelkie procedury ewakuacji.

Dlaczego jest takim wyzwaniem?

No cóż, poza częścią teoretyczną ma też egzamin praktyczny w symulatorze. A ten poza umiejętnościami podręcznikowymi, wymaga też umiejętności aktorskich. A takich to ja nie posiadam. Symulatory, w których ćwiczymy są na tyle zaawansowane technologicznie, że dają całkiem realne wrażenia, jeśli chodzi o walkę z ogniem, turbulencjami, dymem czy dekompresją. A jeśli ćwiczymy diching, czyli lądowanie na wodzie, to kończy się to wskakiwaniem do basenu, w ciuchach oczywiście.  Na szczęście w tym roku nam to darowali. Za to kazali nam, w specjalnie przygotowanej do tego sali, walczyć z prawdziwym ogniem. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Przynajmniej wyszliśmy z tego suchą stopą.

I nie wiem co jest bardziej stresujące w tym wszystkim. Obserwujący i oceniający Cię trenerzy, czy koledzy z grupy, którzy siedzą jak w kinie 5D. Jak się siedzi i ogląda takie przedstawienie, to wszystko wydaje się łatwe i oczywiste. Jednak jak przychodzi co do czego to człowiek głupieje. Podejrzewam, że w sytuacji realnego zagrożenia jest podobnie, jak nie gorzej. Ja na szczęście nie zgłupiałam tak kompletnie i udało mi się ugasić tego palącego się laptopa, zgodnie z procedurami, czyli kolejny egzamin zaliczony.