Flight Attendant – praca bardzo fizyczna

Gdyby kózka nie skakała to by pupki nie złamała. Na szczęście nie było aż tak źle, choć RTG trochę podniosło mi ciśnienie. Zdjęcie wykazało, że mam złamany kręgosłup, tudzież pęknięty. Zwał jak zwał i tak na poważnie się wystraszyłam. Na szczęście chwila grozy nie trwała długo, tylko 3h bo na pogotowiu stosunkowo szybko zrobili mi tomografię (robili ją dwa razy i wszystko zajęło im kilka godzin)ale   w rezultacie wykluczyli tą diagnozę. Nie zmienia to jednak faktu, że mocno się obiłam i bardzo bolało.

Stłukłam zarówno kręgosłup, jak i tyłek. Tym samym uświadomiłam sobie największe kłamstwo mojego dzieciństwa:

pupa nie szklanka nie zbije się.

Otóż okazuje się, że może się zbić,  a nawet złamać. Ja na szczęście tylko się porządnie potłukłam. Oficjalna wersja brzmi, że poślizgnęłam się w łazience i tej wersji się trzymajmy. Prawdę zabiorę do grobu.

Żarty, żartami, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki to ból i jak może być upierdliwy. Poza podstawowymi funkcjami tyłka, które oczywiście były mi utrudnione, czyli na przykład zwykłe siadanie. To okazało się, że kichanie i odkasływanie też spina okolice kości ogonowej. Kto by przypuszczał?!

Lekarz na pogotowiu powiedział mi, że trzy dni i będzie Pani jak nowo narodzona. Bardzo odpowiadała mi ta perspektywa bo właśnie za trzy dni miałam lot, którego za żadne skarby nie mogłam odpuścić – Seszele razem z Mateuszem. Takich okazji się nie przepuszcza. Nie po to się zamieniałam, żeby teraz zostać sama w domu. Mam okazję polecieć z mężem do raju na ziemi. Ludzie wydają na to oszczędności życia, a mi jeszcze za to zapłacą. Musiałam lecieć. Sami rozumiecie. 1912

Poza romantycznymi chwilami z Mężem i odkrywaniem wspaniałej wyspy Mahe, odkryłam jeszcze coś – moja praca jest (w pełnym tego słowa znaczeniu) fizyczna. Cała nasmarowana lekami przeciwbólowymi operowałam lot, ale … nie polecam takich rozwiązań. Seszele były tego warte, bez dwóch zdań, ale w mojej pracy zwykłe czynności dnia codziennego, okazały się dla mnie nie do wykonania. Chociażby tak błaha czynność jak włożenie swojego bagażu podręcznego do schowka nad głową, albo na taśmę przy kontroli bezpieczeństwa. Na szczęście leciałam z mężem, więc miał mi kto pomóc i sie nade mną zlitować. Wózek z napojami, raptem kilkadziesiąt kilogramów do przeciągnięcia przez cały samolot, wózki z posiłkami nie są lepsze.  Nawet zwykła taca z napojami, czy ręcznikami, okazała się wystarczająco ciężka żeby wywołać u mnie ból. Już pomijam serwowanie tacek z wózków, czyli regularne przysiady, które dzięki życzliwości/miłości męża udało mi się uniknąć. Tego dnia byłam też nadzwyczajnie asertywna jeśli chodzi o podnoszenie i układanie toreb pasażerów. Tak na prawdę to ja nawet nie byłam wstanie, bez skrzywienia się z bólu, zatrząsnąć za nimi tego schowka. Okazuje się, że do tego też trzeba użyć siły.  Tego dnia, to moja rola sprowadzała się dosłownie do stania i ładnie wyglądania. Byłam bezużyteczna, a musiałam to skutecznie ukryć.

cc memes

Mimo wszystko, jedno jest pewne… zrobiłabym to jeszcze raz. Seszele były warte tego poświęcenia. Ech… Dla takich chwil warto żyć, ale o tym następnym razem.