Katar to nie choroba?! A jednak!

Lataliście kiedyś przeziębieni??

Nie? I bardzo dobrze. Nie polecam. Jeśli jednak odpowiedź brzmi tak, to pewnie wiecie jakie to potrafi być nieprzyjemne.

Od 4 dni siedzę w domu i leczę zasmarkany nos. Przez zwykły katar przeszły mi koło nosa 2 dni w Bangkoku i 3 dni w Sydney. Grrr…

199532_4718860532726_944350291_n

Z mojej ostatniej wizyty w Sydney.

 

W normalnych, czyli naziemnych, warunkach pracy, katar to nie choroba. Przyjemny nie jest, ale leczony trwa tydzień, a nie leczony 7 dni więc nie ma rady. Samo przyszło samo musi pójść.

W żadnym razie nie ułatwia on pracy, ale również z niej nie zwalnia. Chyba, że pracujesz na pokładzie samolotu. Latającego samolotu. Konsekwencje z latania z zatkanym nosem są na tyle duże, że dyskwalifikuje mnie to automatycznie i to do całkowitego wyleczenia.

Jeśli uważaliście na lekcjach biologii to na pewno wiecie, że uszy, gardło i nos są ze sobą ściśle powiązane. Podczas nienaturalnej i szybkiej zmiany ciśnienia, której doświadczamy  przy wznoszeniu lub opadaniu samolotu, uszy mają szczególnie ważne zadanie – regulują to ciśnienie, a zatkany nos utrudnia im pracę.

Przerobiłam już latanie z zatkanymi uszami i  wierzcie mi, jest to doświadczenie dalekie od przyjemnych . W zależności od poziomu infekcji, może to przebiegać na kilka sposobów. Pierwszy, najbardziej popularny, może zdarzyć się każdemu nawet w windzie. Przytyka Cię na moment, ale jak zatkasz nos i zaczniesz dmuchać to wszystko wróci do normy. Albo i nie… to drugi wariant. Wtedy sytuacja jest nieciekawa. Z doświadczenia wiem, że może długo trzymać. A wtedy drzesz się do wszystkich, bo nic nie słyszysz. Jednak to i tak nie jest jeszcze najgorsze. 3ci wariant, to nie tylko dyskomfort z przytłumionego słuchu, ale i ból. Szczególnie dotyczy to lądowania i potrafi nieźle dać w kość.  Wyboru nie masz, musisz czekać aż samolot wyląduje. W zasadzie zostaje Ci tylko zagryźć zęby. W ekstremalnych przypadkach cała sytuacja może grozić  pęknięciem błony bębenkowej, a w efekcie trwałym uszkodzeniem lub utratą słuchu. Ja ostatnio zaliczyłam swoje chyba trzecie lądowanie z bolącym uchem, ale  pierwsze jako załoga operująca. Na szczęście nie było tak źle. Siedząc na przeciwko pasażerów udało mi się zachować nieskazitelny uśmiech. Jego szczerość to już inny temat. katar

Wracałam właśnie z Budapesztu i ani przez moment, nie przypuszczałam, że jest aż tak źle. Gdy dzień wcześniej dolecieliśmy do tego przepięknego miasta, niestety poległam i zwiedzanie musiałam przełożyć. Dopadł mnie tak przeszywający ból głowy, że nawet leki przeciwbólowe łykane jak cukierki, nie pomagały. W swojej naiwności nie domyśliłam się, że to zapowiedz przeziębienia. Następnego dnia rano obudziłam się cieknącym, ale jeszcze nie zatkanym nosem. Do tego wszystkiego wprawdzie bolało mnie gardło, ale nie spodziewałam się takich konsekwencji.

Po powrocie, wizyta u piguły okazała się niezbędna. Zwolnienie wstępnie na 4 dni, po jutrzejszej kontroli, dalej zobaczymy. Katar powoli mi już przechodzi, ale nie powiedziane, że uszy też wróciły już do normy.

A Sydney to ja sobie mogę powspominać na razie ze starych zdjęć, które zrobiłam jak byłam tam ostatnio, czyli jakieś 2,5 roku temu. Jak ten czas szybko leci.