Kiedys bylo yalla habibi…

Swoje pierwsze kroki w blogowaniu mam już za sobą, możecie się o tym przekonać właśnie na http://yallahabibinothingisimpossible.blogspot.ae/

Dlaczego porzuciłam tamtego bloga i zaczynam od początku?

Jest kilka podstawowych powodów:

  1. Nazwa była zbyt wydumana. Przekombinowałam na całej linii. Tylko ja i garstka moich znajomych w pełni ją rozumiemy. Nie wspominając już o zapamiętaniu jej i odtworzeniu. A przecież o to właśnie chodzi w blogowaniu, aby ludzie do ciebie wracali, zapamiętali Cię. Sprawa mocno się komplikuje, jeśli nie potrafią powtórzyć nazwy, nie mówiąc o jej zapamiętaniu. Tak naprawdę, niewielu wie, co w ogóle znaczy yalla czy habibi. Dla nas to już zwroty tak oczywiste i naturalne, że się trochę zapomniałam. Zwyczajnie poniosła mnie fantazja. Bez komentarza pozostawiam już oczywisty fakt, że nazwa była zwyczajnie za długa. Generalnie porażka na całej linii.
  2. Blogspot przestał mnie satysfakcjonować. Co nie zmienia faktu, że polecam każdemu tą platformę, oprogramowanie (nie wiem jak powinnam to nazywać). Na stawianie pierwszych kroków jest rewelacyjna. Łatwa w obsłudze, bardzo intuicyjna. Dla osób upośledzonych informatycznie – tak jak ja – rewelacja. Ja jednak, mam trochę inne plany względem mojego blogowania i tu blogspot, niestety, nie jest wstanie mi pomóc. Moim potrzebom wyszedł naprzeciw wordpress, choć trochę bardziej zaawansowany technicznie i często się w nim gubię. Na szczęście, pogotowie techniczne mam na miejscu. Jak coś nie działa tak jak mi się wydaje, że powinno, wystarczy, że wymówię magiczny zwrot: Mateusz ratuj. Grunt to dobrze wyjść za mąż.
  3. Z yalla habibi popełniłam też kilka innych błędów, które bez wątpienia, były dla mnie bezcenną lekcją. Ludzie najlepiej uczą się na własnych błędach i jestem tego najlepszym przykładem. Wydaje mi się, że pracę domową odrobiłam, a cenne doświadczenie, które mi to dało, wykorzystam teraz tutaj. Zamierzam zająć się tym wszystkim jeszcze raz. Wykorzystując wiedzę, która już mam, z nową siłą, energią i pomysłami.
  4. Przez ostatni rok blogowałam bardzo chaotycznie, połowy rzeczy nie opisywałam. Do końca, chyba nie miałam pomysłu na to wszystko. Oczywiście jak zaczynałam wydawało mi się, że jest inaczej. Ostatnio dowiedziałam się, że była to faza: Nieświadomej niewiedzy. Trochę mi zajęło zanim do tego doszłam i przeszłam do fazy Świadomej niewiedzy. Teraz znów wydaje mi się, że mam na to pomysł, ale czy uda mi się przejść do kolejnej fazy, to się dopiero okaże. Jedno wiem na pewno, tym razem, mój plan jest bardziej precyzyjny. Podchodzę do tematu trochę bardziej na serio. Może to pomoże.
  5. Mój pomysł na bloga ewoluował głównie pod kątem tematów, które chcę poruszać. Zaczynałam yalla habibi z pomysłem na opisywanie tego co się dzieje w pracy. Czyli właściwie co? Wszyscy oczekiwali relacji z podróży i anegdot z podkładu. Tak też było, ale co z resztą tematów, które chodzą mi po głowie? Szybko przestało mi to wystarczać, ale nie umiałam z tego wybrnąć. Okazało się też, że relacjonowanie każdej podróży jest zwyczajnie niemożliwe. Jest ich po prostu zbyt dużo. Poza tym, nie satysfakcjonowała mnie taka szablonowa tematyka. Wokół mnie dzieje się dużo więcej ciekawych rzeczy niż same podróże. Większość oczywiście ściśle powiązana z samolotami, czy zwiedzaniem, ale wciąż, nie kwalifikuje się to pod szablon: podróże i anegdoty z pokładu.

I tak powstał AirBLOG po polsku.